poniedziałek, 30 listopada 2009

Wizyta w Archiwum Państwowym w Otwocku

Wybrałem się z Moniką do archiwum w Otwocku, żeby odszukać dokumenty związane z rodziną i muszę powiedzieć, że wyprawa była bardzo owocna. Przeglądanie starych dokumentów (papierowych), przeglądanie mikrofilmów z początku dziewiętnastego wieku, robienie notatek a przede wszystkim rozszyfrowanie tego co napisał wtedy ówczesny ksiądz było bardzo trudne (mimo że w języku Polskim) charakter pisma miał ....  . Informacji jest mnóstwo tylko te kilka godzin tam spędzonych to o wiele za mało, żaby wszystko przejrzeć.

-------------------------------------------------------------------------------------------------------------

---------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Monika znalazła dużo informacji które ją interesowały, ja natomiast dowiedziałem się jak nazywał się i skąd pochodził mój prapraprapradziadek. Nazywał się Michał Tkaczyk.
Dużo więcej informacji dowiemy się kiedy dostaniemy zamówione przez nas skany dokumentów, które nas interesują.
Niestety musimy poczekać do połowy grudnia.

Bogdan

wtorek, 17 listopada 2009

Z gazety dziadków.

Nie tyle moja przestroga, co pana Madejskiego z pod Kałuszyna,
nie kupujcie kieratów z ...... .

----------------------------------------------------------------------------------------------------------------
--------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Kupujcie tu.

--------------------------------------------------------------------------------------------------------------




---------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Nie możemy być dumni z wyrobów niewiadomej fabryki w Mińsku Mazowieckim.
Nie tylko dziś to co "tanie",  nie spełnia naszych oczekiwań, dziadkowie też ten problem mieli.

Bogdan.

środa, 11 listopada 2009

Święto Niepodległości.

Obchodzimy dziś 91 rocznicę odzyskania przez Polskę niepodległości.
A jak to się odbyło? Przeczytajcie.


 "Rankiem 10 listopada 1918 r., uwolniony przez Niemców po 15 - tu miesiącach pobytu w twierdzy magdeburskiej Józef Piłsudski wrócił do Warszawy.



 Jego powrót z twierdzy wywołał entuzjastyczne demonstracje oraz wyzwolił długo tłumioną wolę pozbycia się z miasta 30 - tysięcznego garnizonu niemieckiego.
   10 i 11 trwało rozbrajanie Niemców, w czym szczególną rolę odegrała młodzież Warszawy, skupiona w szeregach Polskiej Organizacji Wojskowej, milicji, socjalistów oraz niezrzeszona.


Po kilkudziesięciu zaledwie godzinach, dawna oraz przyszła stolica Polski była znów w polskim posiadaniu. 11 wieczorem Rada Regencyjna


(tymczasowa forma najwyższej władzy w Królestwie Polskim), w składzie: Józef Ostrowski, Aleksander Kakowski, Zdzisław Lubomirski,  która 7 października proklamowała niepodległość Polski, zdecydowała się przekazać Józefowi Piłsudskiemu władzę wojskową, oraz w trzy dni później, tj. 14 listopada, Regenci zrzekli się na jego rzecz całej władzy cywilnej. Tego samego dnia Józef Piłsudski, rzeczywisty, choć nieformalny jeszcze przywódca odradzającej się Polski, wydał swój pierwszy urzędowy akt:

 "Wyszedłszy  z  niemieckiej  niewoli, zastałem  wyzwalającą  się Polskę w najbardziej chaotycznych stosunkach wewnętrznych i zewnętrznych, wobec zadań niezmiernie trudnych, w których lud polski sam musi wykazać swoją zdolność organizacyjną".

 16 listopada 1918 r. Piłsudski wysłał, datowaną na 11 listopada, depeszę do USA, Wielkiej Brytanii, Francji, Włoch i Niemiec informującą o powstaniu niepodległego państwa polskiego.
   Tak właśnie jesienią 1918 roku Polska - jak się wówczas potocznie mówiło - "wybuchła". Jędrzej Moraczewski, świadek tamtych wydarzeń, pisał: "Niepodobna oddać tego upojenia, tego szału radości, jaki ludność polską w tym momencie ogarnął. Po 120 latach prysły kordony (...) Wolność! Niepodległość! Zjednoczenie! Własne państwo (...) Cztery pokolenia nadaremno na tę chwilę czekały, piąte doczekało".
    Polska "wybuchła" 11 listopada, ale były to dopiero początki niepodległego państwa. Wtedy u progu niepodległości, w zasięgu władzy polskiej znajdowały się ziemie b. Królestwa Polskiego i Galicji - a i to nie wszystkie. Powstające państwo polskie nie było jeszcze w pełni zjednoczone, nie miało ustalonych granic, obejmowało obszar zaledwie około 140 tys. km², na których mieszkało około 14,5 mln ludności.
   Odzyskanie niepodległości przez Polskę po 123 latach zaborów stanowi jedno z najważniejszych wydarzeń w dziejach państwa polskiego. Był to akt historyczny wprowadzający Polskę po długim okresie nieobecności do grona suwerennych państw.
   Położenie Polski, posiadany potencjał ekonomiczny oraz zasoby demograficzne czyniły nasz kraj ważnym partnerem w gronie państw europejskich, co miało szczególnie doniosłe znaczenie w kształtowaniu się nowoczesnego obrazu polskiego społeczeństwa.
   11 listopada obchodzony był w II Rzeczpospolitej jako Święto Narodowe mające ogromne znaczenie dla milionów Polaków. Był jednocześnie wyrazem szacunku dla minionych pokoleń walczących o wolną Ojczyznę oraz nadziei przyszłych - myślących o jej rozwoju oraz potędze.
   Pamięć o tym dniu, pomimo niekorzystnych dla Polski następstw II wojny światowej, pozostała nadal w mentalności Polaków. Święto Niepodległości przetrwało w tradycji oraz świadomości narodu polskiego jako niezwykle doniosły akt historyczny.
   Dzień 11 listopada został ustanowiony - ustawą Sejmu Rzeczpospolitej Polskiej z 1937 r. - polskim świętem narodowym i pozostawał oficjalnie świętem państwowym RP do roku 1944. W roku 1945 komunistyczne władze PRL jako święto państwowe ustanowiły dzień 22 lipca. Święto Niepodległości, obchodzone w dniu 11 listopada, zostało przywrócone przez  Sejm  RP  dopiero w roku 1989."

(tekst zaczerpnięto z Emkom)

Bogdan.


wtorek, 10 listopada 2009

Halinów dawniej Skruda.

historia, wspomnienia, zdjęcia.

Książki tej już nie kupimy w sklepie bo nakład się już wyczerpał,
ale warto popytać znajomych, może ktoś ma i pożyczy do poczytania.

----------------------------------------------------------------------------------------------------------------
--------------------------------------------------------------------------------------------------------------


--------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Bardzo ciekawych informacji możemy się z niej dowiedzieć
np. kiedy ukazały się pierwsze wzmianki o Skrudzie i okolicznych miejscowościach,
jak wyglądało tu życie dawniej, skąd wzięła się nazwa Halinów i wiele, wiele innych ciekawych rzeczy.


Jest o roku 1920.
---------------------------------------------------------------------------------------------------------------

 

---------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Jest też o ostatnim właścicielu majątku Skruda.

--------------------------------------------------------------------------------------------------------------


 

 

 

 

 

 

--------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Zachęcam do przeczytania tej książki, myślę że wiele osób znajdzie
tu coś o swoich bliskich.


Bogdan.



wtorek, 3 listopada 2009

Jeszcze nie dziś, jeszcze nie teraz....

Kiedy byliśmy w Dębem i udało nam się spotkać z Wami wszystkimi zaskoczyło Was to jak dużo energii i witalności ma w sobie Eugenia. Ona sama po spotkaniu bardzo serdecznie Wam wszystkim dziękowała, że daliście jej możliwość poznania siebie, możliwość wrócenia pamięcią do czasów młodości i możliwość zjednoczenia rodziny- nawet dalekich korzeni.

Teraz myślę, że przeczuwała to, iż drugiej takiej szansy może nie być.

Jeszcze 1-go listopada spotkałam mamę na cmentarzu jak „leciała” na grób mojego ojca a 2-go listopada to ja leciałam do niej około południa, na górkę za Spółdzielnią Mieszkaniową, bo tam Eugenia wywróciła się i już podnieść się nie mogła. Kiedy przyjechałam była już karetka pogotowia. Powiedziano mi, że zabierają ja do Polikliniki i że prawdopodobnie jest to silne złamanie kolana. Wiecie, co to oznacza dla osoby w wieku 80-lat, nawet tak silnej jak Eugenia.

Czekałam w Poliklinice aż ją przywiozą na oddział. Stałam i myślałam tylko o tym, bym nie musiała, żadnych więcej zniczy palić w tym roku. Noga to noga, ale Eugenia ma słabe serce a przecież ostatnio tyle przeżyła. Jak to wytrzyma?

Gdzieś ktoś powiedział, że musi mieć szybko operację, ktoś inny powiedział, że to jest tylko STRATA z funduszu- chodziło o to, że stary człowiek, zabiera to co mógłby dostać ktoś inny a przecież i tak powinien statystycznie już nie żyć- to chyba było najbardziej przykre, bo niestety słyszała to też moja mama a słowa te wypowiedział lekarz do pielęgniarki.

Mama jest w Poliklinice na oddziale ortopedii-  ma ze sobą telefon komórkowy. Gdyby ktoś wyraził chęć zadzwonienia do niej  to podam numer telefonu.

 
Tu z Moniką - wnuczką, córką Władka
Operacje miała wieczorem. Baliśmy się wszyscy o jej serce, ale lekarze zrobili to tak by nie obciążać jej serduszka.
Dziś czuła się dobrze, jednakże wyczułam w głosie, że zdaje sobie sprawę, iż już nigdy nie będzie tak jak kiedyś.

Zawsze przychodziła ( mówiliśmy, że „latała”) do nas nawet wtedy, gdy nie zwracaliśmy się do niej bezpośrednio o pomoc. Zawsze znalazła czas dla każdego z nas. Teraz nasza kolej by dać jej odczuć, że jesteśmy z nią i przy niej.

Wiecie, co jest najgorsze w tym wszystkim? Że my dzieci, mimo, że zdajemy sobie sprawę, iż śmierć rodziców jest nieunikniona- oddalamy tą myśl.

Jeszcze nie dziś Eugenio, jeszcze nie teraz.



 
 *********************************************************************************

A tak wygląda jej kolacja. Nie ma diety- to jest normalna kolacja dla pacjentów. 3zł przypada na emeryta.


Joanna

Jeżeli chcielibyście przekazać jakieś słowa do Eugenii to można to zrobić za pośrednictwem naszej Księgi Gości-ja jej to wydrukuje i zaniosę.

poniedziałek, 2 listopada 2009

Zaduszki

Dziś Zaduszki, a co to za dzień a dlaczego akurat ten?

W Zaduszki odwiedza się cmentarze, groby zmarłych z rodziny i uczestniczy się w mszach, modląc się w intencji zmarłych. Tego dnia istnieje tradycja zapalania świeczek czy zniczy na grobach zmarłych oraz składania kwiatów, wieńców lub też innego typu ozdób mających być symbolem pamięci o tychże zmarłych. Tradycja stawiania zniczy na grobach wywodzi się z dawnego pogańskiego zwyczaju rozpalania ognisk na mogiłach, wierzono bowiem, że ogrzeją one błąkające się po ziemi dusze.

Obchody Dnia Zadusznego zapoczątkował w chrześcijaństwie w roku 998 św. Odilon, opat z Cluny, jako przeciwwagę dla pogańskich obrządków czczących zmarłych. Na dzień modłów za dusze zmarłych — stąd nazwa „Zaduszki” — wyznaczył pierwszy dzień po Wszystkich Świętych. W XIII wieku ta tradycja rozpowszechniła się w całym Kościele katolickim. W XIV wieku zaczęto urządzać procesje na cmentarz do czterech stacji. Przy stacjach odmawiano modlitwy za zmarłych i śpiewano pieśni żałobne. Piąta stacja odbywała się już w kościele, po powrocie procesji z cmentarza. W Polsce tradycja Dnia Zadusznego zaczęła się tworzyć już w XII wieku, a z końcem XV wieku była znana w całym kraju. W 1915 r. papież Benedykt XV, na prośbę opata benedyktynów zezwolił, aby tego dnia każdy kapłan mógł odprawić trzy msze: w intencji poleconej przez wiernych, za wszystkich wiernych zmarłych i według intencji papieża.

(Tekst zaczerpnięty z Wikipedii)

--------------------------------------------------------------------------------------------------------------


--------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Bogdan.

sobota, 31 października 2009

Wszystkich Świętych

Jutro dzień Wszystkich Świętych a co to za dzień i dlaczego akurat ten?

Wszystkich Świętych (łac. festum omnium sanctorum) – chrześcijańska uroczystość obchodzona 1 listopada ku czci wszystkich znanych i nieznanych świętych.
W dniu tym przypomina się nie tylko osoby oficjalnie uznane za święte i takimi ogłoszone, ale przede wszystkim ludzi, których życie nacechowane było świętością. Jest to także święto wszystkich, dla których celem jest życie prowadzące do zbawienia.
Uroczystość Wszystkich Świętych wywodzi się głównie z czci oddawanej męczennikom, którzy oddali swoje życie dla wiary w Chrystusa, a których nie wspomniano ani w martyrologiach miejscowych, ani w kanonie Mszy Świętej.
W III wieku rozpowszechniła się tradycja przenoszenia całych relikwii świętych, lub ich części, na inne miejsca. W ten sposób chciano podkreślić, że święci są własnością całego Kościoła. Kiedy w 610 papież Bonifacy IV otrzymał od cesarza starożytną świątynię pogańską Panteon, kazał złożyć tam liczne relikwie i poświęcił tę budowlę na kościół pod wezwaniem Matki Bożej Męczenników. Od tego czasu oddawano cześć wszystkim zmarłym męczennikom, w dniu 1 maja.

Grzegorz III w 731 przeniósł tę uroczystość na dzień 1 listopada, a w 837 papież Grzegorz IV rozporządził, aby odtąd 1 listopada był dniem poświęconym pamięci nie tylko męczenników, ale wszystkich świętych Kościoła katolickiego. Jednocześnie na prośbę cesarza Ludwika Pobożnego rozszerzono to święto na cały Kościół.
(Tekst zaczerpnięty z Wikipedii)

Dzień zadumy, dzień przemyśleń, dzień ....  .

-------------------------------------------------------------------------------------------------------------
------------------------------------------------------------------------------------------------------------


Bogdan.

poniedziałek, 26 października 2009

Nasz pierwszy Gość.

Miło nam powitać na naszym blogu Monikę Tkaczyk zd. Karolkiewicz. Korespondujemy
z Moniką już jakiś czas, wymieniamy informację i przyszedł wreszcie czas aby się ujawniła. Monika również poszukuje wiadomości na temat Tkaczy/Tkaczyków, jak na razie
wspólnych przodków nie widzimy, ale kto wie co się okaże jak "wrócimy się w czasie".

Oddajemy jej głos.

----------------------------------------------------------------------------------------------------------

W kolejnym albumie chciałabym przedstawić historię rodziny mojego męża Waldka. Niestety czasem historie rodzinne nie są proste. Ja sama zajmuję się genealogią już prawie od 10 lat. Udało mi się krok po kroku odtworzyć historię rodziny Karolkiewiczów aż do 1800 roku. W przypadku Tkaczyków jest troszkę trudniej.

 Aleksander Tkaczyk (Tkacz) - dziadek mojego męża urodził się 27 lutego 1914 roku w Cisiu jako syn Józefa Tkacza lat 42 i Marianny z Dąbrowskich, Około 1920 roku cała rodzina przeszła na wiarę mariawicką. Aleksander ożenił się z katoliczką Genowefą Dębską (urodzoną we wsi Nowiny - obecnie na terenie Cisia). Niestety jego życie zbyt szybko dobiegło końca - 27 kwietnia 1943 roku w wieku 29 lat zginął tragicznie w Cisiu, broniąc
swojego brata został pchnięty nożem. Pozostawił ciężarną żonę. Tuż po jego śmierci na świat przyszedł tata Waldka - Włodzimierz. W 1948 roku Genowefa wyszła powtórnie za mąż za Kazimierza Okrzeję z Wielgolasu Brzezińskiego.
 Będziemy wdzięczni za pomoc w zidentyfikowaniu osób na zdjęciach i ewentualne informacje o rodzinie Tkaczy/Tkaczyków.




Tu możecie zobaczyć drzewko Waldka Tkaczyka, męża Moniki.


Kontakt z Moniką monikatk@poczta.onet.pl

-----------------------------------------------------------------------------------------------------------

Przyłączamy się z Asią do prośby Moniki.

Bogdan.





czwartek, 22 października 2009

Z gazety dziadków.

Jako ciekawostkę przeczytajcie jakie rady dawano gospodarzom w 1935 roku.

---------------------------------------------------------------------------------


---------------------------------------------------------------------------------

Ciężko powiedzieć czy już wcześniej nikt na taki pomysł nie wpadł
ale Paweł Sado w 1917 roku
, jeszcze o takim wypasaniu bydła nie pomyślał,
bo nie byłoby później problemów o których mówi notatka poniżej.

----------------------------------------------------------------------------------





---------------------------------------------------------------------------------

Jak widać Józef mój pradziadek potrafił o swoje walczyć,
dziś może się to wydawać śmieszne i nikt by do sądu
z takiego powodu nie poszedł (chociaż kto wie :-)),
ale wtenczas cała rodzina utrzymywała się z tego,
co urodzi ziemia i każda strata, to kromka chleba mniej.


Bogdan.

poniedziałek, 19 października 2009

Wspomnienia jeńca nr.29714

   "15 sierpnia 1939r taka piękna pogoda, upał a ja muszę podorywać, konie ledwo łażą ja też. Z daleka widać ktoś biegnie, ... "

Tak zaczął wspomnienia mój dziadek, Stefan Ostrowski kiedy został zmobilizowany.
Rok z jego życia opisany jest w XIX tomie "Łambinowickiego Rocznika Muzealnego"

-------------------------------------------------------------------------------





-------------------------------------------------------------------------------

Chcę przedstawić pełniejszy tekst wspomnień spisany przez Jana Ostrowskiego, Stefana syna.
Zapraszam do lektury.

------------------------------------------------------------------------------------
------------------------------------------------------------------------------------
 
------------------------------------------------------------------------------------


------------------------------------------------------------------------------------


-------------------------------------------------------------------------------------


---------------------------------------------------------------------------------------


---------------------------------------------------------------------------------------


---------------------------------------------------------------------------------------

Myślę, że ten rok był najdłuższym rokiem w jego życiu, niepewność jutra, tęsknota za domem rodzinnym i dręczące pytanie: "Czy wrócę do domu?".


Bogdan.


Znalezione na mapie

Mapa wydana przez Wojskowy Instytut Geograficzny Warszawa 1937.

Miłego przeglądania
Joanna
Kliknij na zdjęcie i powiększ:

 
 
 
 
 

poniedziałek, 12 października 2009

Jeszcze o Kościele.

Postanowiliśmy z Asią dodać jeszcze troszkę informacji o naszym kościele i zamieścić kilka zdjęć, bo warto. Tekst który przeczytacie jest zaczerpnięty z dokumentu „Plan rozwoju miejscowości Dębe Wielkie” zapraszam na minutkę historii.


Zamysł budowy kościoła powstał prawdopodobnie w 1900 r. Dębe należało wówczas do parafii Mińsk -Mazowiecki. Odległość dzieląca te miejscowości stanowiła utrudnienie w tamtych czasach, gdyż podstawowym sposobem przemieszczania się były wędrówki piesze. Ci, którzy nie posiadali konia z wozem, a takich była większość, zmuszeni byli chodzić pieszo na nabożeństwa. Dzieci uczęszczające na naukę katechizmu, codziennie biegały boso, poboczami szabrowanej szosy z tłucznia kamiennego, raniąc nogi na ostrych odpryskach, by dotrzeć do kościoła. W godzinach popołudniowych i przedwieczornych, oderwane od pracy pomocniczej przy rodzicach w polu, czy też obejściu, musiały one pokonać tam i z powrotem odległość około 20-stu km.
"Dębe wraz z wioskami, które przyłączyły się do budowy kościoła i tworzenia nowej parafii, liczyło wówczas około 2 tysięcy ludzi. Biorąc pod uwagę niski stan zamożności tych ludzi z powodu słabych gruntów, można bez przesady powiedzieć, że był to wyczyn wprost heroiczny. W 1903 roku rozpoczęto budowę. Plac i 6 morgów ziemi, przekazał na rzecz kościoła właściciel dworu Dębe, pan Władysław Tabiszewski. Na przygotowany teren pod budowę, ze wszystkich stron zaczęły nadjeżdżać wozy konne wyładowane kamieniami. Niektóre z nich były tak duże, że na furmankę dało się załadować trzy, dwa, a nawet tylko jeden kamień. Prostokątne bloki granitowe w fundamencie, zostały wyrobione z tychże kamieni na miejscu. Równocześnie z kamieniami pojawiły się pierwsze wozy z cegłą. Na zamówienie kierownictwa budowy, cegielnia w Kawęczynie przez długi okres czasu produkowała cegłę wysokiej jakości jak też różnych kształtów wyłącznie na potrzeby budowy kościoła w Dębem. Od tej pory we wsi powstał niebywały ruch. Dziesiątki wozów zwoziły materiały budowlane. Przybywały grupy cieśli, murarzy, stolarzy i różnego rodzaju fachowców z obcych stron.
Miejscowi ludzie, poza normalną pracą w polu i gospodarstwie, każdą wolną chwilę poświęcali pomocy przy budowie kościoła. Entuzjazm był wielki. Pracował każdy, kto tylko nadawał się do tego, nie wyłączając młodocianych. Bardzo uciążliwy okazał się transport cegły. Duża odległość cegielni od miejsca budowy, źle utrzymana wyboista szosa z tzw szabru, była trudna do pokonania dla żelaznych wozów konnych. Dla przykładu należy zaznaczyć, że niektórzy ofiarni gospodarze poniszczyli po dwa wozy, a nierzadko i konia w czasie zwożenia cegły. Równocześnie zwożono drzewo z lasu rudzkiego z majątku hrabiego Starzeńskiego.
Wraz z murami rosło rusztowanie. Szczególną uwagę poświęcono konstrukcji mocnych schodów wewnątrz rusztowania. One to stanowiły podstawowy sposób transportu do góry, Wszystkich potrzebnych materiałów. Ludzi wnoszących cegłę na plecach, nazywano koźlarzami, jako że drewniana konstrukcja dopasowana do pleców z ładunkiem cegły, nazywała się kozłem. Przeciętny ładunek kozła, wynosił od dwudziestu pięciu do trzydziestu pięciu cegieł. W wyniku rzetelnej pracy dziesiątków ludzi, powoli zaczęły wyłaniać się na fundamentach ściany kościoła, a wraz z nimi rosły rusztowania. Teraz wysiłek stawał się zauważalny, co było niewidoczne w czasie budowy fundamentów.
Wieczorem, po skończonej pracy w polu wiele ludzi mimo zmęczenia szło zobaczyć postępy w budowie. Każdego dnia przybywało kilka stopni, toteż widok z rusztowania stawał się coraz ciekawszy, bardziej rozległy. W końcowej fazie budowy, rusztowanie sięgało powyżej czubka krzyża na głównej wieży. Po rozebraniu rusztowań ukazał się piękny kościół w stylu gotyckim, zbudowany z mocnej czerwonej cegły. Budowniczowie nowej parafii mogli być naprawdę dumni z osiągniętego sukcesu.
Wykończenie i wyposażenie wnętrza, wymagało nie mniej nakładów finansowych i pracy niż dotychczas. Zakupiono dzwony wysokiej jakości. Sprowadzono kosztowne i trudne wówczas do transportu organy. Wiadomo, że jest to tylko połowa całości tego typu organów. Podobnych obrazów drogi krzyżowej, jakie posiada kościół w Dębem, trudno znaleźć. Fundowane były przez poszczególne rodziny. Straciły one na wartości przez niewłaściwe ich odnowienie. Podobnie żyrandole, które zostały ogołocone z ozdób kryształowych w czasie instalacji światła elektrycznego.
Obecnie kościół ma 103 lata. Przetrwał dwie wojny światowe. W czasie pierwszej wojny przemieszczające się wojska najeźdźców, przetrzymywały wewnątrz konie. Niemcy zrabowali dwa dzwony, największy i średni. W czasie międzywojennym tylko ten pozostały najmniejszy spełniał swe zadanie. Ale w spokojne dni słychać go było w promieniu siedmiu kilometrów. Podczas drugiej wojny Niemcy zabrali i ten ostatni. Po zakończeniu działań wojennych zakupione zostały te, które są do dzisiaj. Ale one nie są w stanie dorównać poprzednim. W 1939 roku w nocy z 3-go na 4-go września w czasie pierwszego bombardowania Dębego w Kościele wypadło 110 szyb, a po zakończeniu działań niewiele ich pozostało. W czasie okupacji udało się kupić tzw. szkło mrożone kolorze brudnej żółcieni, co bardzo przyciemniło wnętrze Kościoła. W 1944 roku w czasie przejścia drugiego frontu, pociski artyleryjskie uszkodziły wieżę i dach. Pobieżnie dokonana wówczas naprawa nie zabezpieczała dostatecznie budowli. W dodatku nieprzepuszczalne gliniaste podłoże, stwarzało zagrożenie dla fundamentów. O tym wiadomo było już od dawna. Ale dopiero ostatni ks. proboszcz po przybyciu do Parafii zauważył, że tak ważnymi dla budynku elementami jakimi są fundamenty i dach, należy natychmiast zająć się ich zabezpieczeniem.





 


 

 




Więcej zdjęć możecie obejrzeć w galerii.

Tyle o kościele a ja dodam że bardzo się cieszę że poznałem Eugenię , Krzysztofa z Jagodą, Helenę z rodziną, Jacka z rodziną a przede wszystkim Asię z którą do dnia odwiedzin znaliśmy się tylko przez internet. Usłyszałem wiele historii z życia Eugenii z czasów jej młodości z czasów wojny, Powstania Warszawskiego. Były też wspomnienia innych krewnych, które przybliżyły historię rodziny.


Bogdan.

niedziela, 11 października 2009

Miros kontra Mirosz

Dlaczego na dokumentach pojawia się nazwisko Mirosz i Miros dla tej samej osoby?
Dziś już znam odpowiedź.
Prawdziwe nazwisko to MIROSZ ale przed wojną na terenach Olesina i Dębego nie wymawiało się "z"- to była forma gwary.
Na dywanik leżący na podłodze i na który potocznie, po dziś dzień mówimy szmaciak, mówiło się tam smaciak.
Tak samo było z nazwiskiem. Pisano Mirosz a wymawiano Miros. Gdzieś, ktoś w dokumentach napisał tak jak usłyszał.

 

Zastanawiamy się z Bogdanem jak Wam przekazać drzewka. Mamy tak wiele brakujących danych, że wasza pomoc w uzupełnianiu jest nieodzowna.

Pozdrawiam
Joanna




"Umarłych wieczność dotąd trwa, dokąd pamięcią im się płaci" Wisława Szymborska