Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Warto przeczytać.. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Warto przeczytać.. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 23 listopada 2015

GeoCmentarz.

  Mamy teraz możliwość znalezienia naszych bliskich na cmentarzu w Dębem Wielkim bez wychodzenia z domu. Pojawiła się bowiem strona dzięki której możemy teraz wpisać w wyszukiwarkę nazwisko osoby zmarłej i zlokalizować miejsce gdzie jest pochowana. Jest także możliwość zobaczenia jak grób wygląda a także zapalić wirtualną świeczkę.
-------------------------------------------------------------------------------------------------------------

-------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Oto link do strony.

I jeszcze informacja. Jak widzicie niestety z naszego bloga zniknęło tło autorstwa Asi, które mi się bardzo podobało i do którego przez te kilka lat przyzwyczaiłem się. Niestety jest to od nas niezależne, mimo to blog będzie trwał dalej, no może z mniejszą częstotliwością będą pojawiały się wpisy ale będą.

Pozdrawiam Bogdan.

niedziela, 23 sierpnia 2015

A czas sobie płynie ... .


 Właśnie ten czas, nie ma sposobu żeby go spowolnić nieco lub zatrzymać na chwilę. Pół roku minęło od mojego wpisu ostatniego a mnie się wydaje, że to wczoraj było. Niestety dużo zajęć ogranicza moje poszukiwania genealogiczne a także zajmowanie się blogiem, na szczęście Asia dzielnie podrzuca różne ciekawostki tu jak również na facebooka . Pozdrowienia również dla Moniki Tkaczyk, która dołączyła do nas. Ja ze swojej strony mam kilka nowych informacji o przodkach Anny Woźniakowskiej, żony Pawła Tkaczyka, mojej praprababki ale to w kolejnym wpisie.
Dziś chciałem przypomnieć o tym, że jutro 24.08.2015 przypada już piąta rocznica śmierci Aleksandry Mioduszewskiej z domu Ostrowskiej.
W związku z tym zachęcam do obejrzenia materiału jaki nagraliśmy w czasie wizyty jaką odbyliśmy z Asią i Eugenią u Aleksandry w 2009 roku.

---------------------------------------------------------------------------------
---------------------------------------------------------------------------------

Oto link do materiału, miłego oglądania.

Pozdrawiam Bogdan.

sobota, 19 kwietnia 2014

Wesołych Świąt z Janem Słomką.


Wesołych i pogodnych Świąt Wielkanocnych życzymy wszystkim zaglądającym tu a jednocześnie
bardzo serdecznie zapraszamy do lektury pamiętników, których autorem jest Jan Słomka.

--------------------------------------------------------------------------


------------------------------------------------------------------------
Urodzony w 1842 roku w Dzikowie, obecnie jest to dzielnica Tarnobrzega ale w tamtych latach była to odrębna wieś Galicyjska w zaborze Austriackim. We wspomnieniach tych autor opisuje życie codzienne oraz zwyczaje jakie panowały na tych terenach w dziewiętnastym wieku.
Mimo że to Galicja ale myślę że życie toczyło się bardzo podobnie i na naszych terenach w Królestwie Polskim.
Poniżej wstęp do książki
-------------------------------------------------------------------------


Reszta przedmowy i całość książki do pobrania na dole posta.

-------------------------------------------------------------------------
Jak ci nasi pradziadkowie mieszkali? ...
-------------------------------------------------------------------------

Dom mieszkalny gospodarza czy komornika składał się z jednej tylko izby mieszkalnej, przytem z dużej sieni i komory, a gospodarz posiadał nadto stajnie na konie, krowy, świnie i stodołę.Wszystkie zabudowania włościańskie wznoszone były z drzewa okrągłego, tak, jak rosło w lesie, mało co ociosanego. Węgły wystawały prawie na pół metra, tak że gdy później drzewo zdrożało, to węgły te obrzynano na opał, a niektórzy robili to celem nadania domowi zgrabniejszego wyglądu.
Po wsiach okolicznych, zwłaszcza dalszych od Wisły, osiadłych w lasach na gruntach piasczystych, były jeszcze prawie wyłącznie chałupy dymne, w których paliło się na tak zwanej »babce«, t. j. na słupie ulepionym z gliny, a dym rozchodził się po całej izbie i drzwiami wydobywał się do sieni, a stąd na strych. W czasie palenia izba musiała być otwarta, a ludzie siedzieli nisko przy ziemi lub chodzili chyłkiem, bo inaczej dławił ich dym. Ściany były okopcone (nigdy nie bielone), ludzie czarni i przesiąknięci dymem.
W Dzikowie były już wtedy przeważnie kominy wyprowadzone na dach, ale ulepione były z gliny, zarobionej ze słomą. Były też i ówdzie kominy urządzone z wypróchniałego pnia drzewnego, obrzuconego gliną. Pierwsze kominy murowane z cegły zaczęły nastawać u chłopów dopiero około roku 1870, równocześnie z blachami kuchennemi, rozpowszechnionemi obecnie, służącemi do gotowania.
Na razie w Dzikowie znane było tylko palenie »na kominie«, przy czym garnki ze strawą do gotowania przystawiane były do ognia albo stawiane wśród ognia, jeśli się chciało gotowanie przyśpieszyć, a tu i ówdzie były w tym celu używane dymarki, czyli żelazne podstawki pod garnki.
Prócz tego w każdej izbie znajdował się piec chlebowy tak duży, że można w nim było upiec chleb z pół korca mąki naraz, i piec do ogrzewania, do którego paliwo nakładało się z sieni przez długą szyję czyli tzw. »grubę«. Piece te budowane były z cegły surowej, nie palonej i zajmowały dużo miejsca w izbie, a sklepienie pieca chlebowego — »nalepa« i pieca do ogrzewania — »wierzchnica« było razem tak obszerne, że mogło spać na nim czworo ludzi. Sypiały tam też stale, zwłaszcza zimą, dzieci i dziewka służąca, a także każdy z domowników, ilekroć czuł się niezdrowym, i zbierały go dreszcze, wyłaził na piec, żeby tam się wyleżeć i wygrzać. Między piecami a ścianą był znaczny odstęp, i stanowiło to tak zwany »zapiecek«, gdzie także zwyczajnie sypiały dzieci.
-------------------------------------------------------------------------
Inny przykład życia w tamtych czasach, niespokojnych czasach. Powstanie styczniowe.
-------------------------------------------------------------------------
Na te czasy przypadło powstanie w r. 1863. Gdy coraz więcej narodu szło do powstania, i rósł zapał, rząd austrjacki nasłał konnicę i piechotę i obstawił granicę od Królestwa Polskiego. Wojsko rozkwaterowane było po wsiach i miasteczkach najbliższych granicy, więc i w Dzikowie stało pewnie przez półtora roku.
U mnie stało na kwaterze dwóch huzarów z końmi, a ku ostatkowi żołnierze z piechoty, i ci po większej części byli Polacy. U mnie jedni i drudzy zachowywali się dobrze, ja też z nimi nawzajem dobrze się obchodziłem. Co było w domu, tem ich często poraczyłem i oni również ze mną swojem się dzielili, więc jak odchodzili, to pożegnanie było dobre. Natomiast na innych kwaterach bywały częste awantury, gospodarze skarżyli się na żołnierzy, a ci na gospodarzy, najwięcej o wikt.Za kwatery te coś płacili, ale nie przypominam sobie, ile na dzień wychodziło, pamiętam tylko, że za obiady zwracali tyle, ile kosztowało mięso, pół funta na żołnierza. Obiady te na każdą kwaterę nosili ze wsi, jak wójt poprzedniego dnia rozporządził, on zaś co dzień po kolei naznaczał domy, na które w danym dniu przypadał ten obowiązek.
Zrazu nie było tak ostro, — żołnierze pilnowali tylko granicy, żeby powstańcy nie przechodzili. Później wojsko wykonywało coraz ostrzejsze rozkazy. Po drogach były warty, — każdy, kto jechał furą, był rewidowany, czy nie wiezie amunicji lub powstańca; musiał się wylegitymować, skąd i dokąd jedzie i w jakim interesie. Odbywały się rewizje, szczególniej po dworach, a jeżeli się wykryło coś, mającego związek z powstaniem, to brali do więzienia lub nakładali kary pieniężne.
Chłopi w sprawie powstania byli wtenczas zupełnie obojętni, tylko odzywały się głosy, że »dobrzeby było, żeby Moskala pobili a wygnali«.
Z Dzikowa poszedł do powstania młody hr. Juljusz Tarnowski, a do tego samego oddziału poszło też kilku mieszczan z Tarnobrzega. Wyjście ich odbyło się w tajemnicy i stało się wiadomem dopiero po bitwie, którą stoczyli. Jak potem różni opowiadali, oddział ten przeprawił się przez Wisłę pod Szczucinem, jednak już wprzód ktoś zdradził, że pójdą tamtędy powstańcy ,i Moskale byli na to przygotowani. Więc ledwie się nasi przeprawili i odeszli od brzegu, rozpoczęła się bitwa, w której cały oddział został rozbity, wielu zginęło, a między nimi Juljusz Tarnowski, reszta dostała się do niewoli, a tylko garstka ocalała.
Pierwsza wieść o tem była bardzo tajemnicza i nic pewnego nie można się było dowiedzieć, aż za kilka dni wiadomość stawała się coraz głośniejszą i dokładniejszą, a w Dzikowie największe wrażenie wywołała śmierć Juljusza Tarnowskiego.
Żałowali go, że w tak młodym wieku zginął, mówili, że był dobry dla ludzi, i różnie opowiadali o jego bohaterskiej śmierci. Zwłoki jego przewiezione zostały na tę stronę i złożone w nocy w grobowcach w klasztorze Dominikanów.
-----------------------------------------------------
Link do pluginu w którym otworzycie książkę jest TU

Link do książki TU.  

Lub jak kto woli TU.                                                             


Jeżeli coś nie działa, proszę o kontakt.




Pozdrawiamy Joanna i Bogdan.

wtorek, 5 lutego 2013

Marzenia naszych dziadków. Rok 1932

W starym czasopiśmie znalazłam taki oto obrazek zatytułowany " Marzenia ściętej głowy"- w tłumaczeniu dla gimnazjalistów : marzenia, które się nie spełnią.

Czyżby już w 1932 roku, czyli 81 lat temu, wiedzieli, że są to życzenia nierealne dla naszego narodu?







Przeanalizujmy każde życzenie, począwszy od pierwszego z lewej strony:
1- Puste kasy. Nie ma komu dawać społecznych pieniędzy. Nie ma kolejek Ludzie nie potrzebują zasiłków.
2- Ludzie są dla siebie uprzejmi.
3- Dość antysemityzmu w Polsce.
4- Wszyscy komornicy umarli z braku pracy.
5- Wszędzie przyjmują cię do pracy z "otwartymi" ramionami.
6- Brak zawiści między bogatymi i biednymi.
7- Kobiety nie chcą wydawać pieniędzy na bezużyteczną modę.....hahahahaha...to dobre!
8- Szubienica dla darmozjadów i łapówkarzy.
9- Szczęśliwy ojciec to taki, który jest "wypasiony" na golonce, ma gruszki na wierzbie, psa i gromadkę dzieci....no i najważniejsze....swój własny, pełen pieniędzy sejf.


Eh...dziadkowie...żebyście wiedzieli..............


Pozdrawiam
Joanna




poniedziałek, 19 listopada 2012

O czystości dziadów naszych.

Artykuł pochodzi ze strony histmag.org

Jak było na wsi? Nie lepiej niż w mieście.

[...]
Wiejskie chałupy, w których wespół zamieszkiwali ludzie i bydło roiły się od wszelkiego robactwa. Karaluchy, pchły, wszy oraz szczury, na co dzień towarzyszyły swoim żywicielom przenosząc na nich wiele zakaźnych chorób łącznie z dżumą i durem plamistym.
Mieszkańcy myli się rzadko, ograniczając się jedynie do okolic twarzy i rąk.
Starsze pokolenia zwłaszcza w zapadłych kątach np. na Polesiu odznaczały się ogromnym niechlujstwem – dowodził Stanisław Poniatowski – Mycie polegało na rozcieraniu po twarzy wody, wypryskiwanej z ust na podstawione dłonie, szyja ani inne osłonięte części ciała u dorosłych z reguły nigdy nie były myte, wyjąwszy stopy, które latem przy chodzeniu boso po chlewach i stajniach zbyt się zanieczyszczały

Higiena osobista, choroby zakaźne, mycie głowy. Metody, przesądy i zabobony.

Najpopularniejszym środkiem czystości był ług – gęsta mieszanina popiołu i gorącej wody. Nieczęsto natomiast używano mydła, uważając go za niepotrzebny przedmiot bogactwa i zbytku. Ubrań nie zmieniano praktycznie wcale, zdarzało się, że tą samą koszule wkładano kilkakrotnie. Nic zatem dziwnego, że brudni, niedomyci ludzie, miesiącami chodzący w tej samej odzieży, stawali się siedliskiem robactwa, zapadali na świerzb, malarię, czy wreszcie dur brzuszny. Sytuację pogarszał dodatkowo pogłębiający się analfabetyzm, zacofanie, a także ślepa wiara w przesądy i zabobony.
Przesąd, że za wyniesionemi kilku prusakami do sąsiada, gdzie ich niema, wyemigrują wszystkie – pisał Czesław Pietkiewicz – robi to, że we wsi bez prusaków niema ani jednej chatyny. Skoro tylko ktoś postawił zrąb, jeszcze bez sufitu i dachu, już mu sąsiedzi, w tajemnicy jeden przed drugim, niosą po kilka sztuk „narozpłód”, tak, że gospodarz, wnosząc się do nowego domu, spotka tam już zadomowione Prusaki.
Kołtun na XVIII-wiecznym włoskim sztychu. Specyficznym symbolem higieny polskiego społeczeństwa wiejskiego był również kołtun – plątanina nieczesanych i tłustych włosów – który uważano za siedlisko złych demonów i podstępnych duchów. Powszechnie sprzeciwiano się jego obcięciu, czekając aż sam odpadnie, lub też oddawano się w ręce wykwalifikowanych w tym względzie czarowników i guślarzy.
Obcinaniem kołtunów trudnili się zawodowo gonciarze, – odnotowała w swej pracy Anetta Stachoń – czyniąc z tego banalnego zabiegu magiczną i religijną ceremonię. Niektórzy posiadacze kołtunu wierzyli, że chroni on przed chorobami oczu i innymi nieszczęściami.
Warto zaznaczyć, że to przekonanie o szkodliwości mycia głowy było w XIX wieku zjawiskiem masowym. Jeszcze u progu XX stulecia notowano głosy autorytetów medycznych, które stanowczo tego odradzały, w zamian zalecając częste nabłyszczanie, pomadowanie i pudrowanie włosów.
Mycie głowy jest często przyczyna migren lub uporczywego bólu zębów. Aby utrzymać w porządku włosy wystarczy je natłuszczać odrobinę i oczyszczać otrębami lub pudrem ryżowym (…). Kiedy trzeba upiększyć włosy na głowie, należy być bardzo ostrożnym w kwestii mycia. Zamiast tego posypcie przed udaniem się na spoczynek wierzch głowy i między włosami jakimś pudrem wysuszającym i czyszczącym, rankiem zaś usuńcie go grzebieniem.- przestrzegano

Sytuacja zmieniła się dopiero wtedy, gdy w połowie stulecia upowszechniły się łaźnie publiczne i zakłady kąpielowe. Pierwszą tego typu instytucję otworzono w Poznaniu (1840), potem w Warszawie, z czasem również i w innych miastach polskich. Organizowano tam wycieczki ze szkół, fabryk i dziecięcych ochronek. Sporą popularnością cieszyły się również kąpiele w Wiśle, które dla mieszkańców stolicy stały się niemalże rokrocznym rytuałem. Stopniowo odkryto także dobrodziejstwa samodzielnej łazienki, w której synonimami czystości były pachnące wonnymi olejkami mydło i bieżąca woda

*********************
Olbrzymią rolę w popularyzacji tego zagadnienia odegrała Lucyna Ćwierczakiewiczowa, niekwestionowany w tym czasie autorytet w kwestiach kulinarnych. W wydawanych przez siebie kalendarzach i poradnikach, sporo miejsca poświęciła sprawom higieny, zdrowego odżywiania, ubioru i kosmetyków. Powoływała się przy tym na porady znanych i cenionych warszawskich higienistów i lekarzy, tłumaczyła artykuły zachodnioeuropejskich specjalistów, czy wreszcie dzieliła się własnymi doświadczeniami w tej dziedzinie.
Ćwierczakiewiczowa wychodziła z założenia, że należy pozbyć się panujących w społeczeństwie zahamowań i stereotypów, przeciwstawiając im jednocześnie nowoczesne sposoby walki z brudem i bałaganem. Szczególne zadanie wyznaczyła kobiecie, z której nie tylko uczyniła strażniczkę domowego ogniska, ale także popularyzatorkę czystości i porządku: Krótki ten pogląd na stanowisko kobiety pokazuje widocznie jak wielką rolę odgrywać one mogą, skoro się zechcą przejąć szczerze obowiązkami swego posłannictwa – mówiła.
Równocześnie wszelkie wcześniejsze zaniedbania, związane z nieodpowiednim prowadzeniem gospodarstwa, przypisała zaistniałym w poprzednich epokach błędom edukacyjnym.
Dawniej higiena – pisał w jej „Kalendarzu na rok 1877” doktor Pląskowski – zaledwie tylko z nazwiska znaną była kobietom, a maksymy jej niektóre od czasu do czasu wygłaszali nauczyciele, lub też lekarze i to w chwilach już tak stanowczych, że widoczne groziło niebezpieczeństwo pod względem zdrowia, a często nawet i życia samego. Wprawdzie czasami spotkać się było można, z jakim pobieżnie napisanym artykułem w poradnikach domowych, w kalendarzach, lub pismach periodycznych, jednakże w sposób taki, traktowana nauka tak ważna, nie mogła wywrzeć wpływu należytego na wychowanie kobiet i pomyślne ich uzdolnienie do życia higienicznego, a skutki opłakane w braku znajomości zasad prawdziwych do utrzymania zdrowia, podkopywały częstokroć ich czerstwość wrodzoną, albo też w postępie chorobliwym, zwolna niszczącym ciało i ducha zatruwały szczęście całych familij i następnych pokoleń
[...]

Po więcej porad naszych prababć...zapraszamy tu:
http://histmag.org/W-walce-ze-stereotypami.-Zdrowie-i-higiena-kobiet-w-kalendarzach-Lucyny-Cwierczakiewiczowej-3092 

Pozdrawiam
Joanna



poniedziałek, 13 sierpnia 2012

Dwa kółka, trzy ząbki - czyli jak sie kiedyś kradło

Jeśli kiedykolwiek zastanawialiście się, w jaki sposób złodzieje zostawiają sobie informacje, to uchylamy rąbka tajemnicy. Nie wiemy, czy ten system szyfrowania funkcjonuje dzisiaj, ale na przełomie lat 20. i 30. XX wieku działał bardzo dobrze....przynajmniej w Warszawie i okolicach.




Ja bym się nie domyśliła...a Wy?
Pozdrawiam
Joanna



niedziela, 20 listopada 2011

Wszechpotężny Królu w Niebie - Zapomniana pieśń kościelna

Poprosiłam Eugenię, by ( jako była chórzystka z sopranowym głosem) przypomniała sobie najstarsza pieśń kościelną śpiewaną tylko na ślubach.
Oto i ona:
Ta pieśń śpiewała Eugenia między innymi na ślubie Romana Ostrowskiego.
Nigdzie w internecie nie mogłam jej znaleźć, dlatego też poprosiłam Eugenię, żeby przypomniała sobie linie melodyczną.
Eugenia ma 83 lata i pamięta dokładnie . Posłuchajcie.
Wszechpotezny 

Pozdrawiam Joanna

niedziela, 21 listopada 2010

Wybory i Mycki.

Pogoda na szczęście dopisała i po obiadku pojechaliśmy wybierać naszych przedstawicieli. Pojechaliśmy całą rodziną, zabrała się z nami również moja siostra Marzena. Muszę przyznać że w lokalu wyborczym było dość ciasno i musieliśmy w kolejce poczekać aby wejść do kabiny i zakreślić głos, co cieszy, gdyż widać że mieszkańcy angażują się w wybory.

Ale nie o tym chciałem ... .

Wpadła mi w ręce książka "Mińsk Mazowiecki i okolice na dawnej fotografii"

----------------------------------------------------------------------


----------------------------------------------------------------------

wydana w zeszłym roku dzięki Towarzystwu Przyjaciół Mińska Mazowieckiego.
Książka zawiera fotografie z początku XIX wieku, pokazują życie i rozwój Mińska Mazowieckiego
na przestrzeni bez mała stu lat. Możemy zobaczyć w niej fotografię Mińska z lotu ptaka
z 1928 roku.

-----------------------------------------------------------------------


-----------------------------------------------------------------------

A także życie Mińska w czasie okupacji niemieckiej, dzięki zdjęciom robionym przez żołnierza
niemieckiego, między innymi z getta żydowskiego ,które istniało w Mińsku w czasie wojny.

------------------------------------------------------------------------


-------------------------------------------------------------------------

Patrząc na te zdjęcia przypomniała mi się historia, którą opowiedziała nam ciocia  Aleksandra rok temu kiedy odwiedziliśmy ją i kiedy była jeszcze wśród nas.
A było to tak ....

Tu można pobrać

Takich wspomnień mamy więcej, być może udostępnimy je wszystkie
jeżeli pozwoli na to najbliższa  rodzina cioci Oli.

I jeszcze jedno, na informacje z archiwum musimy jeszcze poczekać niestety czasu brak.

Bogdan.

środa, 18 sierpnia 2010

"A czas ucieka" - nowy projekt NASZYCH RODÓW - Tylko we wrześniu!

Od 1 do 19 września - startujemy z nowym projektem rodzinnym.
Zachęcamy Was do poszukania w domu lub u rodzin- starych klisz czarno-białych ze zdjęciami.
Klisz z których nigdy nie zostały zrobione odbitki lub odbitki z nich - dawno zaginęły.
Służymy Wam pomocą-
Mamy odpowiedni sprzęt, by uratować rodzinne wspomnienia.

Usługa ta jest bezpłatna a jedyny koszt jaki ponosicie to ...dostarczenie nam tych klisz.
Zdjęcia, będą zdigitalizowane i po skończeniu otrzymacie nie tylko zwrot klisz ale też odbitki na płycie CD/DVD
Czas projektu ograniczony. 
Dotyczy tylko filmów czarno-białych, których laboratoria fotograficzne nie chcą przyjmować. Szczególnie klisz ORWO.
Wasze zdjęcia nie będą nigdzie publikowane i stanowią waszą własność.
Przyjmujemy klisze tylko z rejonu Dębego, Olesina i okolic.
W razie wątpliwości prosimy o kontakt mailowy lub telefoniczny.
Pozdrawiam
Joanna

niedziela, 25 lipca 2010

Drzewko.

Jako że nasz blog stąpa małymi kroczkami, nowych informacji jak na razie brak,
postanowiliśmy udostępnić wam nasze drzewko. Program "Genealogia pl.exe" w którym możemy
przeglądać dane, plik "bogdan.ged", który te dane zawiera oraz folder z kilkunastoma zdjęciami
można pobrać TU.

Program jest prosty, więc nie będę się rozpisywał jak go używać lecz kilka informacji dla ułatwienia podam.

Po ściągnięciu i zapisaniu na dysku pliku "drzewko.rar" z podanego linku i rozpakowaniu go,
należy zainstalować program "genealogia pl.exe. Po instalacji otwieramy plik "bogdan.ged".
-----------------------------------------------------------------

-----------------------------------------------------------------
Tak wygląda strona która otworzy się po uruchomieniu pliku.
Dałem siebie jako osobę główną, ale tu jest dowolność, wystarczy kliknąć prawym klawiszem myszki
(pkm) na osobie która akurat jest pod ołówkiem i zaznaczyć w menu rozwijanym "ustaw jako osobę
główną" następnie kliknąć "zapisz" a przy każdym następnym otwarciu programu od tej osoby
będziemy mogli przeszukiwać nasze drzewko.

Po prawej stronie osoby głównej znajdują się jej przodkowie, po lewej potomkowie.
Klikając na pasku na ikonkę "Raport" następnie wybierając "Tablica" możemy podejrzeć tablicę
przodków lub potomków a następnie ją wydrukować.
Klikając na ołówek otwieramy formatkę w której możemy edytować wszystkie dane osoby którą akurat
przeglądamy, datę urodzenia, miejsce urodzenia, ślub, rodzeństwo itd .

Wielu informacji nam brakuje, mogą też być jakieś błędy w związku z tym prosimy o sygnały jeżeli
takie błędy ktoś znajdzie. Prośba również o uzupełnianie danych waszych lub znanych wam osób.
Czekamy na informację.
Twórzmy to drzewko razem.

Bogdan.

środa, 12 maja 2010

Marszałek.

Dziś mamy ważną rocznicę, 75 lat temu zmarł człowiek,
który w 1920 roku zatrzymał bolszewików i tym
samym sprawił że Polska stała się niepodległa.
  Jak wyglądałaby dziś Europa, gdyby komuniści przedarli się przez nasz kraj?


Józef Piłsudski  ......





----------------------------------------------------------------------












-----------------------------------------------------------------

Artykuły pochodzą z Gazety Świątecznej z 1935 roku.
Bogdan.



poniedziałek, 3 maja 2010

Konstytucja 3 Maja wersja dla młodzieży

Tak. Dziś mamy święto uchwalenia konstytucji. Czemu to święto jest takie ważne dla wszystkich Polaków, że aż flagi trzeba wywieszać i ma się wolne od pracy?
Ano dlatego, że to był dzień, w którym słowo Rzeczypospolita Polska stało się realne. Jak wiecie z historii zawsze znalazł się chętny sąsiad, który miał "chrapkę" na nasz kraj, I tak stłamszeni, oszukani, wykorzystani potrafili się nasi dziadowie "odrodzić" jako Polacy.
Właściwie nie było Rzeczypospolitej Polskiej tylko były dwa narody: Królestwo Polskie i Wielkie Księstwo Litewskie. Mieliśmy nawet wspólny herb.

Połączenie tych dwóch narodów jak określano Polskę dała nam Unia Lubelska...to taki trakt podpisany przez rządzących częściami naszego królestwa...hm...inaczej mówiąc to tak jakby prezydent Warszawy rządził się swoimi prawami a na przykład Olsztyna swoimi. A kiedy Car Iwan Groźny zaczął "nawalać" jednych z nich to wiadomo, że nie mieli szansy. Właśnie dlatego spotkali się w Lublinie i spisali taki taki trakt mówiący o tym, że stają się Unią ( tak jak teraz jesteśmy w Unii Europejskiej) i jak coś to tłuc się będziemy z innymi jako Rzeczypospolita Obojga Narodów.
Najgorsze w tym wszystkim było to, że mimo iż byliśmy w tej Unii to każdy z tych "prezydencików-szlachcików" ,chciał być najważniejszy. Ot taka cecha Polska. I jak się spotykali by wnieść jakaś ustawę to wystarczyło by jakiś "pajacyk" wyskoczył i krzyknął "Liberum veto" wtedy wszystko szlag trafiało., Wystarczy, że ktoś miał ciężki dzień albo był na kacu po okowicie lub też przekupiony został przez wroga.
I co z tego, że Rzeczypospolita Obojga Narodów miała króla jak on ...nic nie mógł zrobić jak któryś z tych , dziś nazwalibyśmy ich posłami, krzyknął to zaczarowane słowo?
Dlatego też 3-go Maja 1791 roku zebrali się wszyscy jeszcze raz...a sporo ich było:
r

I postanowili ograniczyć te "liberum veto". Tam ustanowili więcej reform, bo chociażby to, że zrównano mieszczan i szlachtę na jeden poziom lub na przykład to, że wzięto chłopów pod ochronę i zaprzestano takiego wyzysku jaki był wcześniej. Inaczej mówiąc, wzięli się ci nasi przodkowie w garść i uporządkowali ten bałagan, który mieli w rządzeniu. Oj nie spodobało się to naszym sąsiadom. Wyobraźcie sobie przez wieki mogli nas tłuc jak im się podobało a tu raptem Polacy się jednoczą, dogadują (to cud) i na dodatek spisują Konstytucję (drugą na świecie spisaną konstytucje, bo pierwsza była amerykańska). Oczywiście, król nadal miał ograniczone kompetencje ale za to inni mieli łatwiejszy sposób na dogadanie się.
I tak Rzeczypospolita Polska w końcu stała się silnym państwem- a wystarczyło się tylko spotkać i spisać Konstytucje.

Mieliśmy za sprzymierzeńców Prusy a Ruskie i tak byli zajęci wojną z Turkami i Szwecją więc nie zwracali na nas uwagi.
Tak wiem, spytacie się co się stało, że potem i tak doszło do rozbiorów Polski. No cóż. Naszą cechą narodową jest to, że jak coś idzie dobrze to zawsze znajdzie się ktoś kto chce być "mądrzejszy" i myśli o własnych czerech literach. Czyli ZAZDROŚĆ jest nasza cechą narodową przekazywaną zresztą z pokolenia na pokolenie.
Dwóch takich gości zwanych magnatami czyli: Stanisław Szczęsny Potocki i niejaki Ksawery Branicki nie mogąc już krzyknąć swojego "liberum veto"i którym nie podobało się to, że mało będą mogli- tak się zezłościli na Konstytucję, która jakby nie patrzeć ograniczała ich rządy, że pierwsze co zrobili to pojechali do Carycy Katarzyny Wielkiej - tak tej od konia- i namawiali ją, żeby zajęła się tą całą Rzeczpospolitą Polską i Konstytucją. Chcieli, żeby stworzyła coś w rodzaju  konfederacji skierowanej przeciw królowi i Konstytucji 3 Maja A że Imperatorowa właśnie podpisała pokój z Turkami a zachłanna na ziemie Polskie była bardzo, to.... no właśnie  w 1792 doszło do wojny polsko-ruskiej. Jako, że  my dopiero co Konstytucje uchwaliliśmy, zbieraliśmy siły i budowaliśmy właściwie od początku wszystko, to ani wojska nie było z prawdziwego zdarzenia ani jakiejkolwiek strategii.
No i oberwaliśmy.
Po utracie niepodległości w 1795, przez 123 lata rozbiorów, Konstytucja przypominała o walce o niepodległość. Zdaniem dwóch współautorów Konstytucji: Ignacego Potockiego i Hugona Kołłątaja była "ostatnią wolą i testamentem gasnącej Ojczyzny".
I mimo, że nam z tego nic tak właściwie nie przyszło, to ta nasza Konstytucja z 3 Maja otworzyła drogi dla innych państw do demokracji.


 Dlaczego świętujemy i wieszamy flagi?
Bo w ciągu tego jednego dnia staliśmy się Mocarstwem, którym nigdy wcześniej nie byliśmy i którym prawdopodobnie nigdy nie będziemy a dlaczego wcześniej nie świętowaliśmy tego dnia? Bo zły duch Carycy nazwijmy go komunizmem, nie pozwalał na to.
Więc wywieszajcie flagi. Pokażcie, że Wy nie jesteście ani z rodu Potockiego ani Branickiego.




Młodzieży, językiem prostym, wytłumaczyć starała się:  Joanna

sobota, 20 lutego 2010

Narodowe Archiwum Cyfrowe

Znalezione w necie:
Na stronie Narodowe Archiwum Cyfrowe  znalazłam zdjęcia z Dębe.(Oczywiście z Dębego jak nam w komentarzu napisał Muszu. Dziękujemy. My lokalni wiemy jak Dębe odmieniać, Asia też już wie.)
Bogdan.

 
Zdjęcia pochodzą z Ilustrowanego Kuriera Codziennego

 
Stary dom związany z okresem walk w 1831 roku.

 
Droga przez wieś
Jeżeli ktoś jest zainteresowany tymi zdjęciami to zapraszam na stronę NAC.

Jednocześnie zwracamy się z prośbą do mieszkańców naszych miejscowości o dzielenie się z innymi starymi fotografiami z rodzinnych albumów. 
Wystarczy napisać do mnie lub Bogdana.

Joanna

wtorek, 16 lutego 2010

Ciekawostki z gazety dziadków.

Co nam wiosna przyniesie oprócz nowego życia?
Problemy z drogami i oni mieli.


 

 i dalej






 Czy muszę komentować?

Bogdan.

 



piątek, 5 lutego 2010

Gwara?

Jak mówili nasi przodkowie? Czy mieliśmy jakąś gwarę?
Zapytałam się o to Eugenii i Aleksandry:
- Gwarę? Myślisz o takim mówieniu jak Ślązacy, czy Kaszubi? A w życiiuu! - odpowiedziała mi Aleksandra po tym jak zadałam jej pytanie.
- No ale chyba mówili jakoś specyficznie ciociu. W każdym regionie jest jakaś gwara albo mówią tak specyficznie.- powiedziałam.
- Ja pamiętam jak macocha mnie przedrzeźniała bo powiedziałam "co to za szmaciak" pokazując na szmatę leżąca na podłodze. Na co ona zaczęła się ze  mnie śmiać i tak złośliwie mówić "szmaciak, szmaciak mówi się smaciak!" - Przypomniała sobie Eugenia.
- Aaaa Tak! było tak, że nasi przodkowie nie mówili "sz" tylo "s". Na przykład nie mówili "mówisz" tylko "mówis", nie "szopa" tylko "sopa" ale to było tak naturalne, że nikt na to nie zwracał uwagi. - Powiedziała Aleksandra.
- Tam jeszcze coś było. Nie mówili Kamil tylko Kamnil, nie mówili "miałem" tylko "mniałem"- Eugenia zamyśliła się
- Rozumiem. Przekształcali głoskę "mi" w "mni"...hahahaha to teraz już wiem, dlaczego niektórzy mówią na poziomicę "poziomnica"- odpowiedziałam.
- I teraz już wiesz dlaczego na nagrobku kuzynów jest napisane "Mirosz", bo tak się na prawdę nazywali, choć w dowodach mają w tej chwili Miros.
- Czyli gwary nie było. - Podsumowałam rozmowę.

środa, 3 lutego 2010

Ciekawostki z gazety dziadków.

Znalazłem kilka informacji o pożarze w Gliniance w 1935 roku
gdzie spłonęło 92 domy. O przyczynie tego nieszczęścia
nic nie wyczytałem ale może ta krótka notatka z gazety wyjaśni
dlaczego tak się stało.




Tu porady na walkę z muchami i na kłopoty w stajni i oborze.






A na koniec dla wędkarzy.





Bogdan.

poniedziałek, 28 grudnia 2009

Napisali o nas

Tygodnik "Co słychać"

Kliknij, by powiększyć.

Dziękujemy Panie Jacku za zainteresowanie się naszym blogiem i zachęcanie innych do współtworzenia go.
Jesteśmy z Bogdanem otwarci na wszystkie Państwa historie rodzinne.
Niemniej przeto dodam pewne sprostowanie do artykułu: otóż ja ( Joanna) nie jestem z Dębego. Mieszkam w Olsztynie- tym na północy kraju a z Dębem, Olesinem, Aleksandrówką powiązane są moje losy ,właśnie po przez tożsamość rodową, historię rodziny.

Zastanówmy się chwilę nad swoją rodziną i przodkami. Weźmy kawę i usiądźmy chwilę przed komputerem.
Co by było, gdyby los zabrał ich wcześnie? Odpowiedź prosta- nie byłoby nas, naszych dzieci, wnuków.
Życie jednej osoby- to życie wielu następnych pokoleń. Mając ten blog do dyspozycji oddajmy im hołd chociażby samymi wspomnieniami o nich, starymi zdjęciami, które zachowały się z pożogi wojny jednej i drugiej, z zapamiętanych z dzieciństwa opowieści dziadków. Nam następnym pokoleniom jest obojętne czy nasz pradziadek pobił się z sąsiadem o krowę, czy nie. Liczy się to, że WIEMY o tym i o tym możemy opowiedzieć następnym pokoleniom - Oczywiście  to tylko parafraza - My z Bogdanem dzielimy się tym co mamy. Czekamy teraz na Was.

Ta strona ma przewagę nad innymi stronami o rodach, taką, że nie ograniczamy się do jednego czy dwóch nazwisk. Po za tym nie ma w całym kraju takiej strony, która skupiałaby historie tylu rodów co ta.

W galeriach starych zdjęć możecie odkryć nieznane wam zdjęcia na których są wasi przodkowie. Zajrzyjcie koniecznie.

A ja któregoś dnia opowiem wam dlaczego w pewnym czasie, za okupacji niemieckiej, wszyscy mieszkańcy gminy nosili.......jarmułki na głowach.

Pozdrawiam
Joanna

Olesin 

poniedziałek, 30 listopada 2009

Wizyta w Archiwum Państwowym w Otwocku

Wybrałem się z Moniką do archiwum w Otwocku, żeby odszukać dokumenty związane z rodziną i muszę powiedzieć, że wyprawa była bardzo owocna. Przeglądanie starych dokumentów (papierowych), przeglądanie mikrofilmów z początku dziewiętnastego wieku, robienie notatek a przede wszystkim rozszyfrowanie tego co napisał wtedy ówczesny ksiądz było bardzo trudne (mimo że w języku Polskim) charakter pisma miał ....  . Informacji jest mnóstwo tylko te kilka godzin tam spędzonych to o wiele za mało, żaby wszystko przejrzeć.

-------------------------------------------------------------------------------------------------------------

---------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Monika znalazła dużo informacji które ją interesowały, ja natomiast dowiedziałem się jak nazywał się i skąd pochodził mój prapraprapradziadek. Nazywał się Michał Tkaczyk.
Dużo więcej informacji dowiemy się kiedy dostaniemy zamówione przez nas skany dokumentów, które nas interesują.
Niestety musimy poczekać do połowy grudnia.

Bogdan

wtorek, 17 listopada 2009

Z gazety dziadków.

Nie tyle moja przestroga, co pana Madejskiego z pod Kałuszyna,
nie kupujcie kieratów z ...... .

----------------------------------------------------------------------------------------------------------------
--------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Kupujcie tu.

--------------------------------------------------------------------------------------------------------------




---------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Nie możemy być dumni z wyrobów niewiadomej fabryki w Mińsku Mazowieckim.
Nie tylko dziś to co "tanie",  nie spełnia naszych oczekiwań, dziadkowie też ten problem mieli.

Bogdan.

środa, 11 listopada 2009

Święto Niepodległości.

Obchodzimy dziś 91 rocznicę odzyskania przez Polskę niepodległości.
A jak to się odbyło? Przeczytajcie.


 "Rankiem 10 listopada 1918 r., uwolniony przez Niemców po 15 - tu miesiącach pobytu w twierdzy magdeburskiej Józef Piłsudski wrócił do Warszawy.



 Jego powrót z twierdzy wywołał entuzjastyczne demonstracje oraz wyzwolił długo tłumioną wolę pozbycia się z miasta 30 - tysięcznego garnizonu niemieckiego.
   10 i 11 trwało rozbrajanie Niemców, w czym szczególną rolę odegrała młodzież Warszawy, skupiona w szeregach Polskiej Organizacji Wojskowej, milicji, socjalistów oraz niezrzeszona.


Po kilkudziesięciu zaledwie godzinach, dawna oraz przyszła stolica Polski była znów w polskim posiadaniu. 11 wieczorem Rada Regencyjna


(tymczasowa forma najwyższej władzy w Królestwie Polskim), w składzie: Józef Ostrowski, Aleksander Kakowski, Zdzisław Lubomirski,  która 7 października proklamowała niepodległość Polski, zdecydowała się przekazać Józefowi Piłsudskiemu władzę wojskową, oraz w trzy dni później, tj. 14 listopada, Regenci zrzekli się na jego rzecz całej władzy cywilnej. Tego samego dnia Józef Piłsudski, rzeczywisty, choć nieformalny jeszcze przywódca odradzającej się Polski, wydał swój pierwszy urzędowy akt:

 "Wyszedłszy  z  niemieckiej  niewoli, zastałem  wyzwalającą  się Polskę w najbardziej chaotycznych stosunkach wewnętrznych i zewnętrznych, wobec zadań niezmiernie trudnych, w których lud polski sam musi wykazać swoją zdolność organizacyjną".

 16 listopada 1918 r. Piłsudski wysłał, datowaną na 11 listopada, depeszę do USA, Wielkiej Brytanii, Francji, Włoch i Niemiec informującą o powstaniu niepodległego państwa polskiego.
   Tak właśnie jesienią 1918 roku Polska - jak się wówczas potocznie mówiło - "wybuchła". Jędrzej Moraczewski, świadek tamtych wydarzeń, pisał: "Niepodobna oddać tego upojenia, tego szału radości, jaki ludność polską w tym momencie ogarnął. Po 120 latach prysły kordony (...) Wolność! Niepodległość! Zjednoczenie! Własne państwo (...) Cztery pokolenia nadaremno na tę chwilę czekały, piąte doczekało".
    Polska "wybuchła" 11 listopada, ale były to dopiero początki niepodległego państwa. Wtedy u progu niepodległości, w zasięgu władzy polskiej znajdowały się ziemie b. Królestwa Polskiego i Galicji - a i to nie wszystkie. Powstające państwo polskie nie było jeszcze w pełni zjednoczone, nie miało ustalonych granic, obejmowało obszar zaledwie około 140 tys. km², na których mieszkało około 14,5 mln ludności.
   Odzyskanie niepodległości przez Polskę po 123 latach zaborów stanowi jedno z najważniejszych wydarzeń w dziejach państwa polskiego. Był to akt historyczny wprowadzający Polskę po długim okresie nieobecności do grona suwerennych państw.
   Położenie Polski, posiadany potencjał ekonomiczny oraz zasoby demograficzne czyniły nasz kraj ważnym partnerem w gronie państw europejskich, co miało szczególnie doniosłe znaczenie w kształtowaniu się nowoczesnego obrazu polskiego społeczeństwa.
   11 listopada obchodzony był w II Rzeczpospolitej jako Święto Narodowe mające ogromne znaczenie dla milionów Polaków. Był jednocześnie wyrazem szacunku dla minionych pokoleń walczących o wolną Ojczyznę oraz nadziei przyszłych - myślących o jej rozwoju oraz potędze.
   Pamięć o tym dniu, pomimo niekorzystnych dla Polski następstw II wojny światowej, pozostała nadal w mentalności Polaków. Święto Niepodległości przetrwało w tradycji oraz świadomości narodu polskiego jako niezwykle doniosły akt historyczny.
   Dzień 11 listopada został ustanowiony - ustawą Sejmu Rzeczpospolitej Polskiej z 1937 r. - polskim świętem narodowym i pozostawał oficjalnie świętem państwowym RP do roku 1944. W roku 1945 komunistyczne władze PRL jako święto państwowe ustanowiły dzień 22 lipca. Święto Niepodległości, obchodzone w dniu 11 listopada, zostało przywrócone przez  Sejm  RP  dopiero w roku 1989."

(tekst zaczerpnięto z Emkom)

Bogdan.


"Umarłych wieczność dotąd trwa, dokąd pamięcią im się płaci" Wisława Szymborska