Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Dębe Wielkie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Dębe Wielkie. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 4 grudnia 2016

DZIEJE GMINY DĘBE WIELKIE ...




Na długie zimowe wieczory polecam przeczytać książkę autorstwa Karoliny Wandy Gańko pod tytułem DZIEJE GMINY DĘBE WIELKIE OD CZASÓW PREHISTORYCZNYCH DO 1831 ROKU.






Wydanie tej książki zbiegło się z sześćsetną rocznicą pojawienia się pierwszej wzmianki o Dębem Wielkim. Bardzo ciekawe wydawnictwo w którym znalazłem również wzmianki o moich przodkach.






Jacenty Miros wymieniony jest w książce jako mieszkaniec Dębego w 1789 roku i myślę że ten sam Jacenty jest w moim drzewku jako mój 5xpradziadek.
Poniżej jest akt ślubu Jacentego z Marianną Dudzik z 1791 roku.




Gorąco polecam wszystkim interesującym się choć trochę lokalną historią.

Link do książki jest TU.


 Dorzucę jeszcze informację, która nie jest zamieszczona w książce. Otóż przy okazji prowadzonych wykopalisk w miejscu gdzie stał dwór Tabiszewskich przypadkowo natrafiono na dużo starszy obiekt a właściwie rodzaj fundamentów. Będąc na miejscu odkrycia zrobiłem krótki filmik pokazujący to co skrywała ziemia przez setki lat. Spotkałem wtedy archeologów, którzy zajmowali się wykopaliskiem i w krótkiej rozmowie poinformowali mnie, że obiekt szacują na XVI wiek kiedy to właścicielką dóbr mazowieckich była królowa Bona. Być może są to pozostałości z majątku ochmistrza królowej Mikołaja Wolskiego o którym możemy przeczytać w książce. Po znalezionych szkłach i butelkach z tamtego okresu archeolog zasugerował, że mógł to być budynek mieszczący browar.
Zapraszam do obejrzenia filmiku.




Pozdrawiam Bogdan.



poniedziałek, 23 listopada 2015

GeoCmentarz.

  Mamy teraz możliwość znalezienia naszych bliskich na cmentarzu w Dębem Wielkim bez wychodzenia z domu. Pojawiła się bowiem strona dzięki której możemy teraz wpisać w wyszukiwarkę nazwisko osoby zmarłej i zlokalizować miejsce gdzie jest pochowana. Jest także możliwość zobaczenia jak grób wygląda a także zapalić wirtualną świeczkę.
-------------------------------------------------------------------------------------------------------------

-------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Oto link do strony.

I jeszcze informacja. Jak widzicie niestety z naszego bloga zniknęło tło autorstwa Asi, które mi się bardzo podobało i do którego przez te kilka lat przyzwyczaiłem się. Niestety jest to od nas niezależne, mimo to blog będzie trwał dalej, no może z mniejszą częstotliwością będą pojawiały się wpisy ale będą.

Pozdrawiam Bogdan.

czwartek, 19 listopada 2015

Eh....szkołooo

Na stronie: https://www.facebook.com/debe.historia znalazło się zdjęcie, gdzie każdy odgadnął miejsce w którym zostało zrobione. Tak to szkoła w DW. Z resztą dzieci w oknach nie pozostawiały złudzeń, że jest to coś innego...ale my się pytamy...czy ktoś rozpoznaje ludzi ze zdjęcia? Dla ułatwienia zdjęcie zostało wykadrowane i pokolorowane.

 Odpowiedź na to pytanie już padło na naszym Fanpagu
Zapraszamy:
https://www.facebook.com/debewielkierody

niedziela, 28 czerwca 2015

Dyniowe królewstwo.

"Podrzucam" jedną fotkę ze zbioru dyń z majątku Dębe Wielkie.
Dorosłe osoby to prawdopodobnie p. Siankowski-ogrodnik w majątku i Władysław Tabiszewski.
Dzieci to synowie Tabiszewskiego: Jurek i Władek.
                                                    pozdrawiam. Ryszard


Serdecznie dziękujemy.

By podkreślić jak fantastyczna jest to fotografia i jak "kuszące" były te dynie....Pokolorowaliśmy ją.


poniedziałek, 2 lutego 2015

Jak dziadkowie, kościół stawiali..... cd..


Kościół już mamy, czas na chór.


Cóż warty kościół bez chóru własnego, pomyśleli parafianie z Dębego i wzięli się do roboty. Wybrali kilkoro młodych, prężnych, potrafiących grać i śpiewać i tak oto powstał chór jak się patrzy. Właśnie, jak się patrzy bo jak śpiewali już niestety nie usłyszymy. Wśród chórzystek jest jedna z naszych krewnych z Malesów, Marianna Malesa córka Jana z Wielgolasu. Pierwsza z lewej w pierwszym rzędzie (złożone ręce) to ona.

-------------------------------------------------------------------------


-------------------------------------------------------------------------

Dostaliśmy to zdjęcie od Tadeusza Szuby, wnuka Marianny Malesy, ponad rok temu. Tak naprawdę nikt nie jest pewien czy jest to chór z Dębego czy może z Glinianki.  Zdjęcie, sądząc po tle, zostało zrobione
niemal na 100 procent w Dębem. Być może ktoś ma również takie zdjęcie w babcinych zbiorach i posiada informacje kto jeszcze w tym chórze śpiewał.
Pomoc bardzo mile widziana.

A tu Marianna w naszym drzewku wraz z mężem Wiktorem Jackowiczem.

-------------------------------------------------------------------------


-------------------------------------------------------------------------


Pozdrawiam Bogdan.

niedziela, 30 listopada 2014

Jak dziadkowie, kościół stawiali.....

Joanna:
Zdjęcie, które mnie poruszyło znalazłam na Fanpagu Dębe Wielkie i okolice-śladami przeszłości

To nasi dziadkowie i..pradziadkowie ( w moim przypadku).
Powiększyłam, bo to jedyna okazja, by Eugenia, która pamięta swojego dziadka - mogła go tu odnaleźć.
Zdjęcie pochodzi z 1907 roku. 11 lat później na świat przyszła Eugenia. Ludzie nie emigrowali tak jak dziś a że tu są dorośli, więc bardzo nie mogli się zmienić przez lata gdy dorastała Eugenia.

Ciekawe czy rozpozna.
Jeżeli tak - nie omieszkam o tym napisać.
I kogo my tu mamy?
Klikając na zdjęcia - powiększysz.

piątek, 21 marca 2014

W majątku Dębe Wielkie

Dzięki uprzejmości Pana Ryszarda, który podzielił się z nami swoimi rodzinnymi zdjęciami..możemy dziś Wam pokazać - na razie jedno zdjęcie z tytułowego majątku.

[...]Z pięciu osób na zdjęciu rozpoznaje trzy. Od lewej strony Zosia Tabiszewska (moja mama), Władysław Tabiszewski - właściciel majątku Dębe Wielkie (mój dziadek), następnie dwie osoby mi nie znane i Zofia Tabiszewska, żona Władysława ( moja babcia). [..]. Wiem, że w wyniku bombardowania już 3 września 1939 spłonął.[...]
                                                                                                                    Pozdrawiam Ryszard


Czekamy na więcej Waszych rodzinnych zdjęć wraz z opisami.
Podzielcie się z innymi. Pokażcie swoją historię - związaną z tymi ...naszymi...rodzinnymi stronami.
Piszcie do nas :

ostrowiecki@o2.pl
lub
https://www.facebook.com/debewielkierody

Joanna

 Kolorowała Nessa Vardamir

niedziela, 20 listopada 2011

Wszechpotężny Królu w Niebie - Zapomniana pieśń kościelna

Poprosiłam Eugenię, by ( jako była chórzystka z sopranowym głosem) przypomniała sobie najstarsza pieśń kościelną śpiewaną tylko na ślubach.
Oto i ona:
Ta pieśń śpiewała Eugenia między innymi na ślubie Romana Ostrowskiego.
Nigdzie w internecie nie mogłam jej znaleźć, dlatego też poprosiłam Eugenię, żeby przypomniała sobie linie melodyczną.
Eugenia ma 83 lata i pamięta dokładnie . Posłuchajcie.
Wszechpotezny 

Pozdrawiam Joanna

Michał Tkaczyk AKT ZNANIA.

Wybraliśmy się z Moniką wreszcie do Archiwum Państwowego w Siedlcach aby odnaleźć Akt Znania Michała Tkaczyka.
Poprosiliśmy o księgę która zawierała alegaty z tamtych lat z nadzieją że ten dokument zachował się do dziś.
Przyniesiono nam okazałą księgę, która już z daleka wyglądała że czas jej nie oszczędza. Poczuliśmy charakterystyczny zapach starego papieru ( w końcu prawie 200 lat sobie liczy) i zaczęliśmy przerzucać strona po stronie.Papier szary podobny do dzisiejszego papieru do pakowania a właściwie jeszcze gorszej jakości, zapisany atramentem sprawiał wrażenie delikatnego i kruchego, ale to tylko wrażenie tak naprawdę gruby i solidny.
Trudno opisać co poczuliśmy kiedy w jednym z aktów odczytaliśmy nazwisko MICHAŁ TKACZ.
A to co w tym akcie przeczytaliśmy przeszło nasze najśmielsze oczekiwania.

--------------------------------------------------------------------------
--------------------------------------------------------------------------
--------------------------------------------------------------------------
--------------------------------------------------------------------------
A oto co udało mi się odczytać.
 Akt Znania.

Działo się we wsi Dembe Wielkie, we Dworze  ...... będącym pod numerem pierwszym w Gruncie Dembe Wielkie, powiecie Siennickim, Obwodzie Stanisławowskim Województwie Mazowieckim. Dnia Dwunastego miesiąca Stycznia Tysiąc Osiemset Dwudziestego Pierwszego roku.
Przedemną Andrzejem Nicałkiewiczem Wójtem Gminy Dembe Wielkie, we Dworze Dembe Wielkie
numerem pierwszym oznaczonym mieszkającym Stawił się osobiście Michał Tkacz kawaler, syn Daniela i Maryanny Tkaczów, we wsi Kosakówka obwodzie Winica, Gubernii Kamieniec Podolski zamieszkałych w Krainie Rosji, lat Trzydzieści siedem liczący. Któren gdy do Związku Małżeńskiego potrzebuje metryk urodzenia, bo ile dla odległości miejsca i niewiadomej parafii w której urodził się i ochrzczonym został, nie jest w stanie jej złożyć, gdyż w młodocianym wieku w te okolice w czasie Rewolucji Kościuszki z Kozakami Rosyjskiemi przebył. Na fundamencie temu przedstawił dwuch wiary godnych świadków -Rocha Kropielnickiego włościanina na gospodarstwie we wsi Dembe Wielkie zostającego, lat pięćdziesiąt pięć liczącego, tudzież Floryana Piotrkowicza, włościanina na gospodarstwie we wsi Dembe Wielkie zamieszkałego, któren pięćdziesiąty trzeci rok wieku swego skończył.
1. Pierwszy świadek oświadczył - znając od młodości Michała Tkacza, który już temu jak rok Dwudziesty szusty z Kozakami Rosyjskiemi za Rewolucji Kościuszki po stronie pragi we wsi Dembe Wielkie pozostawszy Michałem się Tkaczem nazywał czyniąc nie raz Relacya o Rodzicach swych, których z imienia ojca Daniel Matki Maryanny Tkaczów............  ..  ......., zamieszkałych we wsi Kosakówka w Guberni Kamieniec Podolski że był prawym i rodzonym synem powtarzał, licząc wtenczas wieku życia nad lat jedenaście.
2. Drugi Świadek podobnież twierdził iż zna od młodości stawającego, i że jest tym samem na którego
się podał, Daniela i Maryanny Tkaczów jedynem (lub synem) .............. bo wiem wieku swym jedenastoletnim w którym w Dembem Wielkim zamieszkał, pozostały od Kozaków Rosyjskich po szturmie Pragi przechodzących, powtarzał to i ciągle do dnia dzisiejszego w całej wsi wiadomości te głosi, że on Michał Tkacz spłodzony jest z prawego łoża małżonków Daniela i Maryanny Tkaczów w Gubernii Kamieniec Podolski we wsi Kosakówka zamieszkałych.
Gdy więcej nic nie było do zapisania poprzedzający akt znania świadkom czytany został,a po ich oświadczeniu iż zeznanie swe gotowi są poprzeć przysięgą znakami Krzyża Świętego podpisali.
XXX Roch Kropielnicki
                                                                           - gospodarze
XXX Floryan Piotrkowicz
Co ja Wójt Gminy Dembe Wielkie podpisem Ręki mej przy wyciśnięciu?? urzędowej pieczęci stwierdzam.

Andrzej Nicałkiewicz.

-----------------------------------------------------------------------
(pisownia oryginalna)
Skan jest złej jakości i trudno odczytać niektóre fragmenty, być może ktoś poprawi moje błędy.
Czyli urodził się około w 1784 roku w Kosakówce na dzisiejszej Ukrainie, jakie były jego losy możemy się dziś tylko domyślać. Czy był świadkiem Obrony Pragi, czy to wszystko widział trudno powiedzieć. Być może kiedyś dotrzemy do jego aktu urodzenia jeżeli się gdzieś zachował.

Pozdrawiam Bogdan.

czwartek, 9 czerwca 2011

Olesin

Patrząc na mapę naszego terenu z okresu Powstania Listopadowego z 1831r. nie ma jeszcze na niej miejscowości Olesin. Teren ten należy do dóbr majątku Dębe Wielkie, rosną tu bory dawniej \\"Puszczy Dębskiej\\". Jest tylko zaznaczone gospodarstwo zwane \\"Kąty\\". Pierwsza nazwa miejscowości Kąty Mrówcze (zwano też Mrówiska Kąty) pojawia się po nadaniu ziemi włościanom na mocy \\"najwyższego ukazu\\" z 12.02.1864r. Nadano ziemię, a potem nabywano. Pojawiły się nazwiska tych, którzy wykarczowali bory i zasiedlili tę miejscowość. Są to: Jan Grabowski, Jan Malesa, Franciszek Walesiak, Piotr Kuciński, Lesiński, Miros, Piotrkowicz, Jackiewicz, Książek, Tkacz i inni. Nazwa Olesin pojawia się po 1887 r, posiada już 22 gospodarstwa i 2 folwarki. Dzieli się na przysiółki - oto ich nazwy: Olesin Dolny, Olesin Mały (zwany też Olesinkiem - był to folwark p. Rozena), Olesin Górny oraz Olesin Duży (był to folwark rosyjskiego pułkownika, a może generała, majątek ten nabył potem senator p. J. Zagleniczny). Oto kilka ciekawostek dotyczących Olesina: 1. bitwa pod Dębem Wielkim w 1831r. była rozegrana częściowo na polach Olesina. 2. w okresie Powstania Styczniowego powstańcy stoczyli potyczkę z wojskiem carskim, trzech czy czterech powstańców powiesili rosjanie przy drodze do Cezarowa (dzięki p.Piotrkowiczom dowiedziałem się o miejscu pochówku tych żołnierzy, stał tam przed laty krzyż). 3. właściciel \\"Olesinka\\" p.Rozen (wyznania mojrzeszowego) założył szkołę początkowego nauczania - tu podjęła pierwszą swą pracę nauczycielki, niezapomniana Józefa Fiałkowska. 4. gospodarz Tkacz był w Komitecie Budowy Kościoła w Dębem W., a rosjanin -właściciel folwarku ufundował obraz Matki Boskiej Częstochowskiej (znajduje się w zakrystii naszego kościoła). 5. Senator J.Zagleniczny (jeden z pierwszych w kraju) zmeliorował swój majątek, założył \\"letnisko szkolne\\", w którym uczyła się i wypoczywała warszawska młodzież w okresie letnim z Gimnazjum J.Zamoyskiego z Warszawy z ul.Smolnej. Podarował sadzonki drzew, które młodzież z dębskiej szkoły posadziła na naszym cmentarzu. Senator i p.B.Książek byli chrzestnymi sztandaru O.S.P. w Dębem Wielkim.
----------------------------------------------------------------------------------
Tekst powyższy zaczerpnąłem ze strony pana Bramowskiego (autorem tekstu jest pan Majszyk), który bardzo ciekawie prezentuje historię naszego regionu.
Jednak jeżeli chodzi o pierwsze wzmianki o Olesinie,znalazłem wpis w metryce urodzeń z 1847 roku, który mówi że Stanisław Jackiewicz ojciec chrzestny dziecka, mieszka w Olesinie, czyli w 1847 roku nazwa Olesin już funkcjonowała.

Oto fragment tego aktu urodzenia.

--------------------------------------------------------------------------------

---------------------------------------------------------------------------------

W 1849 pojawia się nazwa "Kolonia Olesin"

---------------------------------------------------------------------------------

----------------------------------------------------------------------------------

W tym samym roku pojawia się bardzo ciekawy akt urodzenia z którego można się dowiedzieć o wieczystym posiadaczu Kolonii Olesin, Kazimierz Mroczek.

----------------------------------------------------------------------------------


----------------------------------------------------------------------------------

Wracając do tekstu pana Majszyka o uwłaszczeniu z 1864 roku, pojawia się nazwisko Tkacz, był to Piotr Tkacz (Tkaczyk) syn Michała. Jeżeli zachowała się mapa Olesina z tego okresu a była (wiem gdzie szukać),to poznamy kto, ile i gdzie tej ziemi dostał.Nie na próżno mówiono, to "Tkaczowizna", to "Mirosowizna".
Od właściciela Olesinka ROZENA posiadłość odkupił Józef Malesa, mój pradziadek za ..... zł. Wiem za ile bo odnalazłem dokumenty a w Komitecie Budowy Kościoła w Dębem Wielkim był Tkacz Paweł, prapradziadek mój.

Wszystko to ciekawe jest, zastanawia mnie rzecz następująca, dlaczego OLESIN?, od czego ta nazwa się wzięła?
Oles - Oleś, Oleś - Aleksander?

Czy w tym kierunku szukać, czy na cześć jakiegoś Aleksandra powstała nazwa Olesin?
.

Pozdrawiam Bogdan.

sobota, 5 marca 2011

Tkacz Tkaczyk Michał

No jeszcze o tych Tkaczykach trochę. Podobno ciężko odczytać oryginalne zapiski naszych przodków i żeby nie było, że nie wiadomo o co chodzi to daję nazwijmy to, tłumaczenie. Na czerwono zaznaczyłem miejsce którego niestety odczytać nie potrafię.
------------------------------------------------------------------------------

------------------------------------------------------------------------------
Roku Tysiąc Osiemset Dwudziestego Pierwszego Dnia Dwudziestego Ósmego Stycznia o Godzinie Dwónastej w południe Przed Nami Urzędnikiem Stanu Cywilnego Gminy Mińska Powiatu Sienickiego w województwie Mazowieckim Stawił się  pracowity  MICHAŁ TKACZ, Kawaler podług złożonego przed Nami Aktu  Znania przez Woyta  Gminy Dembe Wielkie zdziałanego a przez Sąd Pokoju powiatu Sienickiego zatwierdzonego lat trzydzieści siedem mającego w Dembem ze służby utrzymujący się - Tudzież WIKTORYA MIROSZÓWNA panna dowodząca złożoną przed Nami Metryką wyjętą z Ksiąg Kościoła Parafi Mińska iż ma lat Dwadzieścia trzy w Domu Rodzicielskim zostająca w asystencji  Rodziców swoich JACENTEGO i FRANCISZKI MIROSZÓW Gospodarzy z Dembego. Strony stawające żądają, abyśmy do Ułożonego Między Niemi Obchodu  Małżeństwa przystąpili, którego  zapowiedzi Uczynione były przede drzwiami Naszego Domu Gminnego to jest pierwsza dnia Czternastego, a druga dnia Dwudziestego Pierwszego bieżącego miesiąca i roku o Godzinie Dwónastej w południe. gdy o żadnem tamowaniem rzeczonego Małżeństwa uwiadomieni nie zostaliśmy, a asystujący Rodzice Niniejszym na obchód Małżeński zezwalają, przychylając się zatem do Żądania Stron, po przeczytaniu wszystkich wyżej wspomnianych  papierów i Działo .. w Ty... o Małżeństwo zapytaliśmy się przyszłego Małżonka i przyszłej Małżonki czy li chcą połączyć się z sobą węzłem Małżeńskim, na co gdy każde z nich oddzielnie odpowiedziało iż taka ich jest  wola.Ogłaszamy w Imieniu prawa iż MICHAŁ TKACZ i WIKTORYA MIROSZÓWNA są połączeni z sobą węzłem Małżeńskim Czego spisaliśmy Akt w przytomności  pracowitych WOJCIECHA SMUGI lat pięćdziesiąt mający, Tudzież MARCINA GRUBY lat  pięćdziesiąt mającego  Niemniej  STANISŁAWA SMUGI lat dwadzieścia osiem mającego i MIKOŁAJA SMUGI lat pięćdziesiąt  dwa mającego wszystkich Gospodarzy z Dembego. Akt niniejszy stawającym przeczytawszy gdy pisać nieumieją podpisaliśmy.

               Józef Zientkiewicz urzędnik Stanu Cywilnego.
---------------------------------------------------------------------------------
Za 10 lat będzie Michała, hm dwusetna rocznica małżeństwa, ten mój(nasz) pra......dziadek jest, jak już pisałem wcześniej,  pewną tajemnicą. Mógł pochodzić z innej parafii o czym świadczyć może przedstawiony przez niego, sporządzony (zdziałany) przez Wójta Dębego a zatwierdzony przez Sąd Pokoju AKT ZNANIA. Mówi on nam że "Jeżeli narzeczeni nie mogą przedłożyć metryki, należy upewnić się, czy nie figurują oni w księdze ochrzczonych w parafii urodzenia. Gdy nie ma tam takiego zapisu - należy sporządzić akt znania na podstawie zeznań świadków."
 Czyli takich dokumentów jak metryka Michał nie posiadał i o jego tożsamości zaświadczyli świadkowie.Ten Akt Znania Michała Tkaczyka (o ile się zachował) powinien gdzieś w księgach dawnych figurować i postaramy się go odszukać, (czeka nas wyprawa do archiwum w Siedlcach) inaczej nie poznamy dalszych naszych przodków.
------------------------------------------------------------------------------
Jeżeli chodzi o zagadkę, to za bardzo nie błysnąłem. Na zdjęciu jestem ja i moja siostra oczywiście.
Pamiętam dzień w którym to zdjęcie zrobiono, wydaje się że to było wczoraj a to już, hm trochę latek minęło.


Bogdan.

środa, 9 lutego 2011

Tkaczyk Michał

Tkaczyk Michał, tak jak przypuszczaliśmy w 1821 roku 28 stycznia o godzinie 12 w południe wziął ślub z Wiktorią Mirosz. O Wiktorii z aktu dowiadujemy się kto był jej rodzicami, natomiast Michał zaczyna być dla nas zagadką, tu w akcie ślubu jak też w akcie zgonu nie napisano kim byli jego rodzice i w tej sytuacji nie bardzo wiadomo gdzie szukać jego aktu urodzenia, w Mińsku czy w Długiej, być może jeszcze gdzieś indziej. W końcu miał 37 lat jak brał ślub, więc może przywędrował w te rejony z daleka, hm .
Tak, czy inaczej akt ślubu Michała i Wiktorii jest poniżej, być może ktoś z rodziny Smuga odnajdzie w nim swoich przodków bo byli Michała świadkami.
---------------------------------------------------------------------------------

----------------------------------------------------------------------------------
Jak pisałem wcześniej, Michała syn Piotr (1827), miał starszego brata Jana który urodził się (1823) w Dembem Wielkiem. Jan Tkaczyk jest w drzewku Moniki Tkaczyk z którą szukamy naszych korzeni.
I tu okazało się, że Michał jest naszym wspólnym przodkiem.
W związku z tym nasze drzewko rozrośnie się do ponad tysiąca osób.
 ----------
Zagadka następna, kto jest na tym zdjęciu?
-----------------------------------------------------------------------------------
-----------------------------------------------------------------------------------

Bogdan.

niedziela, 6 lutego 2011

Akt urodzenia Piotra Tkaczyka

Na początek tyle, ile udało mi się przeczytać z aktu urodzenia Piotra Tkaczyka.
---------------------------------------------------------------------------------

---------------------------------------------------------------------------------
Działo się we wsi Długa Kościelna, dnia dwudziestego pierwszego maja, tysiąc osiemset dwudziestego siódmego roku (1827-05-21),o godzinie trzeciej zpołudnia. Stawił się Michał Tkaczyk włościan wsi Cisie wyrobnik lat czterdzieści dwa mający w obecności Jana KantegoGarwoły lat czterdzieści pięć mającego ......... wiejskiego, ..... Stanisława ....kiego lat sześdziesiąt mającego ........ na gospodarstwach w Cisiu zostających i okazał nam dziecię płci męskiej urodzone tu w Cisiu dnia dziewiętnastego maja roku bierzącego o godzinie siódmej zrana, z jego małżonki Wiktorii z Miroszów lat dwadzieścia osiem mającej. Dziecięciu temu na Chrzcie Świętym odbytym w dniu dzisiejszym nadane zostało imię Piotr, A rodzicami jego Chrzestnemi byli wyżej wymieniony Jan Kanty Garwoła i Julianna ...cka. Akt ten stawającym i świadkom przeczytany, a po przeczytaniu przez nas podpisany albowiem ... osoby wymienione pisać nieumieją.

Ksiądz Stefan Skubołowicz Proboszcz Długiej Kościelnej.
---------------------------------------------------------------------------------
Piotr urodził się w Cisiu z Michała Tkaczyka i Wiktorii Mirosz,natomiast jego starszy brat Jan, według moich wyliczeń urodził się w 1823 roku ale nie w Cisiu tylko w Dembem Wielkiem (oryginalna pisownia miejscowości z aktu ślubu Jana Tkaczyka 1859), więc może to świadczyć o tym, że Michał przybył do Cisia za pracą (na pasterzu Trzody Bydła) prawdopodobnie Michał i Wiktoria pobrali się w 1821 roku i jest szansa na zdobycie ich aktu ślubu a z niego dowiemy się wielu ciekawych rzeczy.Tu podziękowania dla Moniki Tkaczyk :-).



Owczarnia pod milową górą jak i Kąty Dębskie zostają w dalszym ciągu zagadką.


Bogdan.

niedziela, 28 lutego 2010

Nasze koperty

Chyba nikt w Polsce nie ma tak pięknych kopert jak mieszkańcy naszych terenów:
Więc niech inni patrzą i zazdroszczą ;) :
Koperto-widokówka
 
   
  
  
 
Szkoda, że aparat nie oddaje piękna. Dodatkowe zdobienia powodują, że koperty są WYJĄTKOWE.
W tle mapa z 1937 roku.


Joanna

sobota, 20 lutego 2010

Narodowe Archiwum Cyfrowe

Znalezione w necie:
Na stronie Narodowe Archiwum Cyfrowe  znalazłam zdjęcia z Dębe.(Oczywiście z Dębego jak nam w komentarzu napisał Muszu. Dziękujemy. My lokalni wiemy jak Dębe odmieniać, Asia też już wie.)
Bogdan.

 
Zdjęcia pochodzą z Ilustrowanego Kuriera Codziennego

 
Stary dom związany z okresem walk w 1831 roku.

 
Droga przez wieś
Jeżeli ktoś jest zainteresowany tymi zdjęciami to zapraszam na stronę NAC.

Jednocześnie zwracamy się z prośbą do mieszkańców naszych miejscowości o dzielenie się z innymi starymi fotografiami z rodzinnych albumów. 
Wystarczy napisać do mnie lub Bogdana.

Joanna

piątek, 5 lutego 2010

Gwara?

Jak mówili nasi przodkowie? Czy mieliśmy jakąś gwarę?
Zapytałam się o to Eugenii i Aleksandry:
- Gwarę? Myślisz o takim mówieniu jak Ślązacy, czy Kaszubi? A w życiiuu! - odpowiedziała mi Aleksandra po tym jak zadałam jej pytanie.
- No ale chyba mówili jakoś specyficznie ciociu. W każdym regionie jest jakaś gwara albo mówią tak specyficznie.- powiedziałam.
- Ja pamiętam jak macocha mnie przedrzeźniała bo powiedziałam "co to za szmaciak" pokazując na szmatę leżąca na podłodze. Na co ona zaczęła się ze  mnie śmiać i tak złośliwie mówić "szmaciak, szmaciak mówi się smaciak!" - Przypomniała sobie Eugenia.
- Aaaa Tak! było tak, że nasi przodkowie nie mówili "sz" tylo "s". Na przykład nie mówili "mówisz" tylko "mówis", nie "szopa" tylko "sopa" ale to było tak naturalne, że nikt na to nie zwracał uwagi. - Powiedziała Aleksandra.
- Tam jeszcze coś było. Nie mówili Kamil tylko Kamnil, nie mówili "miałem" tylko "mniałem"- Eugenia zamyśliła się
- Rozumiem. Przekształcali głoskę "mi" w "mni"...hahahaha to teraz już wiem, dlaczego niektórzy mówią na poziomicę "poziomnica"- odpowiedziałam.
- I teraz już wiesz dlaczego na nagrobku kuzynów jest napisane "Mirosz", bo tak się na prawdę nazywali, choć w dowodach mają w tej chwili Miros.
- Czyli gwary nie było. - Podsumowałam rozmowę.

poniedziałek, 19 października 2009

poniedziałek, 12 października 2009

Jeszcze o Kościele.

Postanowiliśmy z Asią dodać jeszcze troszkę informacji o naszym kościele i zamieścić kilka zdjęć, bo warto. Tekst który przeczytacie jest zaczerpnięty z dokumentu „Plan rozwoju miejscowości Dębe Wielkie” zapraszam na minutkę historii.


Zamysł budowy kościoła powstał prawdopodobnie w 1900 r. Dębe należało wówczas do parafii Mińsk -Mazowiecki. Odległość dzieląca te miejscowości stanowiła utrudnienie w tamtych czasach, gdyż podstawowym sposobem przemieszczania się były wędrówki piesze. Ci, którzy nie posiadali konia z wozem, a takich była większość, zmuszeni byli chodzić pieszo na nabożeństwa. Dzieci uczęszczające na naukę katechizmu, codziennie biegały boso, poboczami szabrowanej szosy z tłucznia kamiennego, raniąc nogi na ostrych odpryskach, by dotrzeć do kościoła. W godzinach popołudniowych i przedwieczornych, oderwane od pracy pomocniczej przy rodzicach w polu, czy też obejściu, musiały one pokonać tam i z powrotem odległość około 20-stu km.
"Dębe wraz z wioskami, które przyłączyły się do budowy kościoła i tworzenia nowej parafii, liczyło wówczas około 2 tysięcy ludzi. Biorąc pod uwagę niski stan zamożności tych ludzi z powodu słabych gruntów, można bez przesady powiedzieć, że był to wyczyn wprost heroiczny. W 1903 roku rozpoczęto budowę. Plac i 6 morgów ziemi, przekazał na rzecz kościoła właściciel dworu Dębe, pan Władysław Tabiszewski. Na przygotowany teren pod budowę, ze wszystkich stron zaczęły nadjeżdżać wozy konne wyładowane kamieniami. Niektóre z nich były tak duże, że na furmankę dało się załadować trzy, dwa, a nawet tylko jeden kamień. Prostokątne bloki granitowe w fundamencie, zostały wyrobione z tychże kamieni na miejscu. Równocześnie z kamieniami pojawiły się pierwsze wozy z cegłą. Na zamówienie kierownictwa budowy, cegielnia w Kawęczynie przez długi okres czasu produkowała cegłę wysokiej jakości jak też różnych kształtów wyłącznie na potrzeby budowy kościoła w Dębem. Od tej pory we wsi powstał niebywały ruch. Dziesiątki wozów zwoziły materiały budowlane. Przybywały grupy cieśli, murarzy, stolarzy i różnego rodzaju fachowców z obcych stron.
Miejscowi ludzie, poza normalną pracą w polu i gospodarstwie, każdą wolną chwilę poświęcali pomocy przy budowie kościoła. Entuzjazm był wielki. Pracował każdy, kto tylko nadawał się do tego, nie wyłączając młodocianych. Bardzo uciążliwy okazał się transport cegły. Duża odległość cegielni od miejsca budowy, źle utrzymana wyboista szosa z tzw szabru, była trudna do pokonania dla żelaznych wozów konnych. Dla przykładu należy zaznaczyć, że niektórzy ofiarni gospodarze poniszczyli po dwa wozy, a nierzadko i konia w czasie zwożenia cegły. Równocześnie zwożono drzewo z lasu rudzkiego z majątku hrabiego Starzeńskiego.
Wraz z murami rosło rusztowanie. Szczególną uwagę poświęcono konstrukcji mocnych schodów wewnątrz rusztowania. One to stanowiły podstawowy sposób transportu do góry, Wszystkich potrzebnych materiałów. Ludzi wnoszących cegłę na plecach, nazywano koźlarzami, jako że drewniana konstrukcja dopasowana do pleców z ładunkiem cegły, nazywała się kozłem. Przeciętny ładunek kozła, wynosił od dwudziestu pięciu do trzydziestu pięciu cegieł. W wyniku rzetelnej pracy dziesiątków ludzi, powoli zaczęły wyłaniać się na fundamentach ściany kościoła, a wraz z nimi rosły rusztowania. Teraz wysiłek stawał się zauważalny, co było niewidoczne w czasie budowy fundamentów.
Wieczorem, po skończonej pracy w polu wiele ludzi mimo zmęczenia szło zobaczyć postępy w budowie. Każdego dnia przybywało kilka stopni, toteż widok z rusztowania stawał się coraz ciekawszy, bardziej rozległy. W końcowej fazie budowy, rusztowanie sięgało powyżej czubka krzyża na głównej wieży. Po rozebraniu rusztowań ukazał się piękny kościół w stylu gotyckim, zbudowany z mocnej czerwonej cegły. Budowniczowie nowej parafii mogli być naprawdę dumni z osiągniętego sukcesu.
Wykończenie i wyposażenie wnętrza, wymagało nie mniej nakładów finansowych i pracy niż dotychczas. Zakupiono dzwony wysokiej jakości. Sprowadzono kosztowne i trudne wówczas do transportu organy. Wiadomo, że jest to tylko połowa całości tego typu organów. Podobnych obrazów drogi krzyżowej, jakie posiada kościół w Dębem, trudno znaleźć. Fundowane były przez poszczególne rodziny. Straciły one na wartości przez niewłaściwe ich odnowienie. Podobnie żyrandole, które zostały ogołocone z ozdób kryształowych w czasie instalacji światła elektrycznego.
Obecnie kościół ma 103 lata. Przetrwał dwie wojny światowe. W czasie pierwszej wojny przemieszczające się wojska najeźdźców, przetrzymywały wewnątrz konie. Niemcy zrabowali dwa dzwony, największy i średni. W czasie międzywojennym tylko ten pozostały najmniejszy spełniał swe zadanie. Ale w spokojne dni słychać go było w promieniu siedmiu kilometrów. Podczas drugiej wojny Niemcy zabrali i ten ostatni. Po zakończeniu działań wojennych zakupione zostały te, które są do dzisiaj. Ale one nie są w stanie dorównać poprzednim. W 1939 roku w nocy z 3-go na 4-go września w czasie pierwszego bombardowania Dębego w Kościele wypadło 110 szyb, a po zakończeniu działań niewiele ich pozostało. W czasie okupacji udało się kupić tzw. szkło mrożone kolorze brudnej żółcieni, co bardzo przyciemniło wnętrze Kościoła. W 1944 roku w czasie przejścia drugiego frontu, pociski artyleryjskie uszkodziły wieżę i dach. Pobieżnie dokonana wówczas naprawa nie zabezpieczała dostatecznie budowli. W dodatku nieprzepuszczalne gliniaste podłoże, stwarzało zagrożenie dla fundamentów. O tym wiadomo było już od dawna. Ale dopiero ostatni ks. proboszcz po przybyciu do Parafii zauważył, że tak ważnymi dla budynku elementami jakimi są fundamenty i dach, należy natychmiast zająć się ich zabezpieczeniem.





 


 

 




Więcej zdjęć możecie obejrzeć w galerii.

Tyle o kościele a ja dodam że bardzo się cieszę że poznałem Eugenię , Krzysztofa z Jagodą, Helenę z rodziną, Jacka z rodziną a przede wszystkim Asię z którą do dnia odwiedzin znaliśmy się tylko przez internet. Usłyszałem wiele historii z życia Eugenii z czasów jej młodości z czasów wojny, Powstania Warszawskiego. Były też wspomnienia innych krewnych, które przybliżyły historię rodziny.


Bogdan.

wtorek, 6 października 2009

Trzy dni w gronie rodziny i nie tylko....

Z zapisków Eugenii Rudnickiej z domu Frelak

Dzień 1 - Czwartek
Wyjazd z Olsztyna do Aleksandry Mioduszewskiej zamieszkałej w Warszawie.

Dzień 2- Piątek.
Przyjeżdża po nas Bogdan Ostrowski (kuzyn) z Olesina i razem -ja z Asią jedziemy do Dębe Wielkie. Korzenie moje!!!.Mój dom!
Po drodze odwiedzamy moją siostrę Scholkę Książek.
Jeszcze chcę zobaczyć dom mojego ojca.
Udało się. Stoi.

Jedziemy do Bogdana i tam spotykam się ze swoim bratem stryjecznym Henrykiem. Nigdy się nie widzieliśmy na oczy, tym bardziej było o czym rozmawiać.
Dołączyła do nas Teresa i żona Bogdana- Hania.
Zostajemy na noc u nich.
Dzień 3- Sobota. Dzień spotkania na cmentarzu.
Jedziemy do Królewca odnaleźć zapomniany ewangelicki cmentarz, gdzie z bardzo dużym prawdopodobieństwem znajdują się szczątki moich przodków ze strony Frelaków.
Nie możemy odnaleźć i zagadujemy panią ze sklepiku o miejsce. Asia z ciekawości pyta się czy w Królewcu mieszka jakiś Frelak. Pani przytaknęła i podała nam adres gdzie możemy go znaleźć.
Z duszą na ramieniu pojechaliśmy pod wskazany adres i na podwórzu ujrzałam starszego mężczyznę.
Podeszłam do niego i pierwszym odruchu zauważyłam podobieństwo do swojego ojca.
Przedstawiłam się i po krótkiej wymianie zdań okazało się iż jesteśmy spokrewnieni. Jan Frelak, który jest urodzony w 1924 roku nie raz w swoim młodym życiu zaglądał do Dębego, do swojej rodziny a to znaczy, że do mojej. Niewiarygodne.

Poprosiłam by wskazał nam drogę na cmentarz. Zaoferował, że sam nam pokarze.
Znaleźliśmy.
Są tam zachowane tylko 3 mogiły. Resztę zarósł las. Najmłodsza mogiła jest z 1934 roku a najstarsza z 1904 roku.
 
Pożegnaliśmy się wymieniając adresy i pojechaliśmy do Dębego. Po drodze Bogdan sobie przypomniał, że jest starsza pani z którą na pewno chciałabym sie spotkać. Nie wiedziałam kto to ale, kiedy dotarłam na miejsce poznałam!. To żona mojego bliskiego kuzyna Eugeniusza Tkaczyka- już nieżyjącego. Ma 90 lat ale pozostały jej rysy twarzy takie jak za młodu, takie jak zapamiętałam. Poznałabym ją wszędzie.


 Co dalej?
Zerkamy na zegarek. Umówieni jesteśmy między 14:30 a 15-tą przy cmentarzu z reszta rodziny. Trzeba się wyrobić a tu jeszcze kwiaty dla Teresy kupić musimy.. Ruszamy więc do Dębego po kwiaty. W kwiaciarni spotykamy dwie miłe panie. Szkoda, że nie pozwolono Asi zrobić zdjęć w środku.Sami byście zobaczyli jak pięknie kwiaty te panie układały. Po zakupie kwiatów,Asia namówiła nas na zajrzenie do kościoła. Tłumaczyła, że w Internecie jest jedno marne zdjęcie kościoła i to na zewnątrz, więc ona  sama chce  zrobić zdjęcia by pokazać innym piękno tego budynku sakralnego
Oj byłam tu chrzczona i przystępowałam do I Komunii, nie mówiąc, że śpiewałam na chórze pieśń ślubną dla Zdziśki i Romana, prawie 50 lat temu . Asia z Bogdanem chodzą i fotografują.
Wychodzimy.

Mamy jeszcze chwilę to?- zajrzyjmy do Alinki. Nie wybaczyłaby mi, gdyby się okazało, że jej nie odwiedziłam..
Przywitanie gorące, chwilę porozmawialiśmy i niestety czas nas gonił. Biedne kwiaty w bagażniku.
Jedziemy do Bogdana. Zostawiamy kwiaty i szybciutko na cmentarz w Dębem, bo tam już na nas czekają.
Jest też i mój syn Krzysztof z żoną Jadwigą, przyjechał mój bratanek z dziećmi i następne pokolenie dzieci mojego brata. Jest tez Helenka, która jest spokrewniona ze mną. jestem pod ogromnym wrażeniem, bo oto w jednym miejscu i jednym czasie, spotkały się różne pokolenia spokrewnionych osób ze sobą, które nigdy się w życiu nie widziały a nawet nie wiedziały o sobie - a w których żyłach płynie ta sama cząstka naszych przodków.


Idziemy na cmentarz zapalić znicze na grobach naszych przodków. Zrobiło się bardzo chłodno.
 
 
Zmarzliśmy. Część schowała się w samochodach lub odjechała wymieniając się wcześniej adresami.
Ci co wytrzymali przejmujący chłód ustawili się do wspólnej, rodzinnej fotografii.

Zmarznięci pojechaliśmy do Bogdana na gorąca herbatę. Hania, która już była w domu po pracy poczęstowała nas czymś bardziej rozgrzewającym. Rosołem. Kochana Hania.
Czas niestety tak szybko zleciał a nas czekały jeszcze dwie wizyty, że rozstaliśmy się z resztą rodziny i pojechaliśmy w czwórkę do rodziny Malesów. Tam czekano już na nas. Przyjęto uroczyście i tak w cudownej atmosferze wspomnień szybciutko zleciał nam czas.
Czas, który mieliśmy na końcu zarezerwowany dla solenizantki Teresy. Zjawiliśmy się wszyscy.



Ta noc spędziliśmy u drugiej Teresy na działce, gdyż na rano przewidzieliśmy powrót.
Dzień 4- Niedziela. Powrót do domu.
Z Teresą rozstaliśmy się około godziny 10-tej.

Ze smutkiem wyjeżdżałam. I choć jestem starsza osobą a i atrakcji było bardzo dużo to nie czułam zmęczenia. Przecież nie można się zmęczyć w domu. Bez względu, gdzie żyję, gdzie umrę -Dębę Wielkie, będzie moim domem rodzinnym- moją tęsknotą do lat, kiedy otaczali mnie starsi o de mnie, których kochałam i podziwiałam.

Serdeczne podziękowania dla Bogdana i jego cudownej żony Hani. Dla Henryka, Teresy jednej i drugiej. Dla Alinki i jej męża. Dla nowo poznanego krewnego Jana Frelaka z Królewca i córki mojej kuzynki Janiny Tkaczyk, Elżbiety. Dla Heleny i jej rodziny oraz dla Jacka, mojego bratanka. Również dziękuje wszystkim mieszkańcom, z którymi miałam przyjemność rozmawiać i którzy okazywali tak wiele sympatii dla mnie.
Dziękuje, że mogłam Was wszystkich jeszcze spotkać.

Eugenia Rudnicka z domu Frelak.


"Umarłych wieczność dotąd trwa, dokąd pamięcią im się płaci" Wisława Szymborska