niedziela, 14 września 2014

Tkaczyk Józefa żona Wojciecha.


Otóż wpadł mi w ręce akt ślubu Wojciecha Mirosa z Józefą Tkaczyk, byli moimi prapradziadkami. Nic nie byłoby w tym dziwnego gdyby nie fakt, że Józefa była wdową kiedy wychodziła za Wojciecha. Nie słyszałem takiej informacji od nikogo z rodziny, być może nikt już o tym nie pamięta więc niech to będzie ciekawostka.

--------------------------------------------------------------------------

--------------------------------------------------------------------------
Jej pierwszym mężem był niejaki Jan Gańko, który urodził się w Wólce Wybranieckiej, kiedy pobierali się z Józefą w 1884 roku, był już wdowcem. Jego zmarła żona, Józefa Łęczycka pochodziła z Choszczówki Stojeckiej. On sam był mężem Józefy od lutego 1884 roku do grudnia 1885 czyli niewiele ponad półtora roku bo zmarł w wieku 29 lat 3 grudnia 1885 roku. Bardzo młodo.
-------------------------------------------------------------------------

------------------------------------------------------------------------

Po dokładnym przeczytaniu aktów, widać rozbieżności w datach urodzeń. Józefa urodziła się w 1860 roku, akt małżeństwa z Janem Gańko mówi, że w roku 1884 miała 21 lat, odmłodzono ją o 3 lata. Co jest przyczyną takich rozbieżności ciężko powiedzieć, być może nie spisywano dat z aktów tylko z zeznań świadków lub małżonków a w czasach kiedy mało kto czytać i pisać potrafił, data urodzin, nie przypominana, zacierała się w pamięci urodzonego. Dziś wszędzie pytają : kiedy urodzony, gdzie itd. więc datę naszych urodzin pamiętamy.

Pozdrawiam Bogdan.

poniedziałek, 19 maja 2014

Kiedy świeci słoneczko......

Kiedy świeci słoneczko
to na łące nad rzeczką
świerszcze stroją skrzypeczki
do wiosennej poleczki.

Dylu,dylu już grają
grube bąki śpiewają,
myszki tańczą poleczkę
sapią przy tym troszeczkę.

A trzy małe biedronki nie chcą tańczyć tej polki
i czekają na walca, aby tańczyć na palcach.

Z rodzinnego Albumu Grażynki Ostrowskiej...
Mała Anetka in color




sobota, 19 kwietnia 2014

Wesołych Świąt z Janem Słomką.


Wesołych i pogodnych Świąt Wielkanocnych życzymy wszystkim zaglądającym tu a jednocześnie
bardzo serdecznie zapraszamy do lektury pamiętników, których autorem jest Jan Słomka.

--------------------------------------------------------------------------


------------------------------------------------------------------------
Urodzony w 1842 roku w Dzikowie, obecnie jest to dzielnica Tarnobrzega ale w tamtych latach była to odrębna wieś Galicyjska w zaborze Austriackim. We wspomnieniach tych autor opisuje życie codzienne oraz zwyczaje jakie panowały na tych terenach w dziewiętnastym wieku.
Mimo że to Galicja ale myślę że życie toczyło się bardzo podobnie i na naszych terenach w Królestwie Polskim.
Poniżej wstęp do książki
-------------------------------------------------------------------------


Reszta przedmowy i całość książki do pobrania na dole posta.

-------------------------------------------------------------------------
Jak ci nasi pradziadkowie mieszkali? ...
-------------------------------------------------------------------------

Dom mieszkalny gospodarza czy komornika składał się z jednej tylko izby mieszkalnej, przytem z dużej sieni i komory, a gospodarz posiadał nadto stajnie na konie, krowy, świnie i stodołę.Wszystkie zabudowania włościańskie wznoszone były z drzewa okrągłego, tak, jak rosło w lesie, mało co ociosanego. Węgły wystawały prawie na pół metra, tak że gdy później drzewo zdrożało, to węgły te obrzynano na opał, a niektórzy robili to celem nadania domowi zgrabniejszego wyglądu.
Po wsiach okolicznych, zwłaszcza dalszych od Wisły, osiadłych w lasach na gruntach piasczystych, były jeszcze prawie wyłącznie chałupy dymne, w których paliło się na tak zwanej »babce«, t. j. na słupie ulepionym z gliny, a dym rozchodził się po całej izbie i drzwiami wydobywał się do sieni, a stąd na strych. W czasie palenia izba musiała być otwarta, a ludzie siedzieli nisko przy ziemi lub chodzili chyłkiem, bo inaczej dławił ich dym. Ściany były okopcone (nigdy nie bielone), ludzie czarni i przesiąknięci dymem.
W Dzikowie były już wtedy przeważnie kominy wyprowadzone na dach, ale ulepione były z gliny, zarobionej ze słomą. Były też i ówdzie kominy urządzone z wypróchniałego pnia drzewnego, obrzuconego gliną. Pierwsze kominy murowane z cegły zaczęły nastawać u chłopów dopiero około roku 1870, równocześnie z blachami kuchennemi, rozpowszechnionemi obecnie, służącemi do gotowania.
Na razie w Dzikowie znane było tylko palenie »na kominie«, przy czym garnki ze strawą do gotowania przystawiane były do ognia albo stawiane wśród ognia, jeśli się chciało gotowanie przyśpieszyć, a tu i ówdzie były w tym celu używane dymarki, czyli żelazne podstawki pod garnki.
Prócz tego w każdej izbie znajdował się piec chlebowy tak duży, że można w nim było upiec chleb z pół korca mąki naraz, i piec do ogrzewania, do którego paliwo nakładało się z sieni przez długą szyję czyli tzw. »grubę«. Piece te budowane były z cegły surowej, nie palonej i zajmowały dużo miejsca w izbie, a sklepienie pieca chlebowego — »nalepa« i pieca do ogrzewania — »wierzchnica« było razem tak obszerne, że mogło spać na nim czworo ludzi. Sypiały tam też stale, zwłaszcza zimą, dzieci i dziewka służąca, a także każdy z domowników, ilekroć czuł się niezdrowym, i zbierały go dreszcze, wyłaził na piec, żeby tam się wyleżeć i wygrzać. Między piecami a ścianą był znaczny odstęp, i stanowiło to tak zwany »zapiecek«, gdzie także zwyczajnie sypiały dzieci.
-------------------------------------------------------------------------
Inny przykład życia w tamtych czasach, niespokojnych czasach. Powstanie styczniowe.
-------------------------------------------------------------------------
Na te czasy przypadło powstanie w r. 1863. Gdy coraz więcej narodu szło do powstania, i rósł zapał, rząd austrjacki nasłał konnicę i piechotę i obstawił granicę od Królestwa Polskiego. Wojsko rozkwaterowane było po wsiach i miasteczkach najbliższych granicy, więc i w Dzikowie stało pewnie przez półtora roku.
U mnie stało na kwaterze dwóch huzarów z końmi, a ku ostatkowi żołnierze z piechoty, i ci po większej części byli Polacy. U mnie jedni i drudzy zachowywali się dobrze, ja też z nimi nawzajem dobrze się obchodziłem. Co było w domu, tem ich często poraczyłem i oni również ze mną swojem się dzielili, więc jak odchodzili, to pożegnanie było dobre. Natomiast na innych kwaterach bywały częste awantury, gospodarze skarżyli się na żołnierzy, a ci na gospodarzy, najwięcej o wikt.Za kwatery te coś płacili, ale nie przypominam sobie, ile na dzień wychodziło, pamiętam tylko, że za obiady zwracali tyle, ile kosztowało mięso, pół funta na żołnierza. Obiady te na każdą kwaterę nosili ze wsi, jak wójt poprzedniego dnia rozporządził, on zaś co dzień po kolei naznaczał domy, na które w danym dniu przypadał ten obowiązek.
Zrazu nie było tak ostro, — żołnierze pilnowali tylko granicy, żeby powstańcy nie przechodzili. Później wojsko wykonywało coraz ostrzejsze rozkazy. Po drogach były warty, — każdy, kto jechał furą, był rewidowany, czy nie wiezie amunicji lub powstańca; musiał się wylegitymować, skąd i dokąd jedzie i w jakim interesie. Odbywały się rewizje, szczególniej po dworach, a jeżeli się wykryło coś, mającego związek z powstaniem, to brali do więzienia lub nakładali kary pieniężne.
Chłopi w sprawie powstania byli wtenczas zupełnie obojętni, tylko odzywały się głosy, że »dobrzeby było, żeby Moskala pobili a wygnali«.
Z Dzikowa poszedł do powstania młody hr. Juljusz Tarnowski, a do tego samego oddziału poszło też kilku mieszczan z Tarnobrzega. Wyjście ich odbyło się w tajemnicy i stało się wiadomem dopiero po bitwie, którą stoczyli. Jak potem różni opowiadali, oddział ten przeprawił się przez Wisłę pod Szczucinem, jednak już wprzód ktoś zdradził, że pójdą tamtędy powstańcy ,i Moskale byli na to przygotowani. Więc ledwie się nasi przeprawili i odeszli od brzegu, rozpoczęła się bitwa, w której cały oddział został rozbity, wielu zginęło, a między nimi Juljusz Tarnowski, reszta dostała się do niewoli, a tylko garstka ocalała.
Pierwsza wieść o tem była bardzo tajemnicza i nic pewnego nie można się było dowiedzieć, aż za kilka dni wiadomość stawała się coraz głośniejszą i dokładniejszą, a w Dzikowie największe wrażenie wywołała śmierć Juljusza Tarnowskiego.
Żałowali go, że w tak młodym wieku zginął, mówili, że był dobry dla ludzi, i różnie opowiadali o jego bohaterskiej śmierci. Zwłoki jego przewiezione zostały na tę stronę i złożone w nocy w grobowcach w klasztorze Dominikanów.
-----------------------------------------------------
Link do pluginu w którym otworzycie książkę jest TU

Link do książki TU.  

Lub jak kto woli TU.                                                             


Jeżeli coś nie działa, proszę o kontakt.




Pozdrawiamy Joanna i Bogdan.

piątek, 21 marca 2014

W majątku Dębe Wielkie

Dzięki uprzejmości Pana Ryszarda, który podzielił się z nami swoimi rodzinnymi zdjęciami..możemy dziś Wam pokazać - na razie jedno zdjęcie z tytułowego majątku.

[...]Z pięciu osób na zdjęciu rozpoznaje trzy. Od lewej strony Zosia Tabiszewska (moja mama), Władysław Tabiszewski - właściciel majątku Dębe Wielkie (mój dziadek), następnie dwie osoby mi nie znane i Zofia Tabiszewska, żona Władysława ( moja babcia). [..]. Wiem, że w wyniku bombardowania już 3 września 1939 spłonął.[...]
                                                                                                                    Pozdrawiam Ryszard


Czekamy na więcej Waszych rodzinnych zdjęć wraz z opisami.
Podzielcie się z innymi. Pokażcie swoją historię - związaną z tymi ...naszymi...rodzinnymi stronami.
Piszcie do nas :

ostrowiecki@o2.pl
lub
https://www.facebook.com/debewielkierody

Joanna

 Kolorowała Nessa Vardamir

niedziela, 9 lutego 2014

Na wiosnę..pójdziemy na spacer

Może będzie stał przydrożny fotograf i zrobimy sobie zdjęcie na pamiątkę?
Tak jak siostry Frelak.
Od lewej: Krzyś Ostrowski, Janina z domu Frelak, Włodek Ostrowski i Eugenia z domu Frelak
Zdjęcie zrobione na początku lat 50-tych ubiegłego wieku.

Koloryzacja moja.
Joanna

sobota, 8 lutego 2014

niedziela, 12 stycznia 2014

"Umarłych wieczność dotąd trwa, dokąd pamięcią im się płaci" Wisława Szymborska

Nie pozwólmy by o NICH zapomniano.
Piszcie swoje wspomnienia o tych, którzy odeszli.
Dołączcie do nas !!!

Każda Wasza uwaga jest cennym skarbem dla potomnych.


Czekamy na Was !!!

niedziela, 5 stycznia 2014

Trzech ich było i każdy z nich to król.






Prośby Trzech Króli

Pierwszy król: - Dzieciątko Boże! Od ludu mego niosę Ci dobrych uczynków złoto a Ty, ludowi memu daj wiarę, o to, jedynie proszę Cię, o to!


Drugi: - Dziecino święta! Z moich miast, wiosek  racz przyjąć modłów woń kadzidlaną, a Ty, o Panie, każ, niech anieli nad mą ojczyzną jako straż staną!

Trzeci: - A ja, o, Panie, niosę Ci mirrę. gorzką, jak mego narodu dola, o, spraw, Dziecino, niech się
rozdzwonią radosnym śpiewem ich chaty, pola!

I klękli kornie możni królowie i poskładali dary na ławie,
a Jezus wyrzekł: - Kocham was wszystkich, błogosławię was, błogosławię!

STEFANJA OTTOWA. 1932r.
pisownia oryginalna










sobota, 4 stycznia 2014

Karnawał czas zacząć.....

a od czego?
Od zgubienia czegoś.......

I tak Wiktor Jackiewicz zgubił kartę na klacz:
1925r.


Ale my się nie damy...my kobiety.....i na karnawał się przygotujemy.
Pomoże nam w tym znana marka kosmetyków.......

Następnie, piękną fryzurę uzyskamy za pośrednictwem wyjątkowego szampoo....ooonu.



I..... idziemy. :)

Pozdrawiam w nowym roku
Joanna
 



środa, 1 stycznia 2014

Ach !!!! Co to był za ślub!

W zielonym płaszczyku - Eugenia Ostrowska z domu Frelak.
Rozpoznajecie swoich bliskich?
Od lewej:
Kobza Aniela
Sadowski ###
Bogucka Zdzisława
Ostrowski Roman
dziecko: Mioduszewska Teresa
Pan Wojdyga ### 
Frelak Eugenia
Starsza pani: Ostrowska Marcyjanna
Z tyłu: Książek Janina
Trzy osoby z tyłu...nierozpoznane.

środa, 25 grudnia 2013

Święta Bożego Narodzenia 2013

Tak...tak. To już te święta nadeszły.
Wspólna wigilia, wspólne oczekiwanie na św. Mikołaja i wspólne kolędowanie.
Wszystkim naszym czytelnikom i poszukiwaczom tożsamości rodzinnej....życzymy spokojnych, ciepłych i radosnych świąt.


A gdyby ktoś nie miał pomysłu na prezenty....to reklamy Wam pomogą:
ca.1930








piątek, 1 listopada 2013

Zapalmy płomień.


Zapalmy dziś płomień dla naszych bliskich, których już z nami nie ma.
Zapalmy dziś płomień dla wszystkich, którzy odeszli i pamiętajmy o nich wszystkich ...
--------------------------------------------------------------------------------

---------------------------------------------------------------------------------
... bo to ważne.

Bogdan.

niedziela, 18 sierpnia 2013

Malesa Piotr cd.


O Piotrze pisałem już wcześniej, ale muszę jeszcze wrócić do niego ponieważ udało mi się dotrzeć do dokumentu, a konkretnie do aktu ślubu z 1775 roku z którego to możemy się dowiedzieć kim była jego pierwsza żona.
Dokument oczywiście jest po łacinie i trudno mi odczytać jej nazwisko ale wydaje mi się, że nazywała się
Marianna Wronka.
-----------------------------------------------------------------------------


-----------------------------------------------------------------------------
I znowu prośba o pomoc przy tłumaczeniu tego aktu.

Bogdan.

środa, 1 maja 2013

1 MAJA 1935


W Gazecie Świątecznej z 1935 roku nie poświęcono dużo miejsca obchodom 1 maja.Pierwszy raz w Polsce obchody odbyły się w 1890 roku a od 1950 do dziś jest to święto państwowe.
Oto wycinek z gazety.

-----------------------------------------------------------------------------
 
-----------------------------------------------------------------------------

Tego dnia w 1935 dziadkowie nasi mieli większy problem. Zima wróciła w najlepsze. Jak widać nie tylko dziś mamy różne pogodowe anomalia, zdarzały się również dawniej.

----------------------------------------------------------------------------


----------------------------------------------------------------------------

Żyjąc praktycznie tylko z roli, taka pogoda nic dobrego nie wróżyła. Plony zapowiadały się marnie.

---------------------------------------------------------------------------


---------------------------------------------------------------------------

Bogdan.

niedziela, 24 marca 2013

Hanna Szeląg Ostrowska.


Zapraszam do obejrzenia kolejnych zdjęć z naszego albumu. Przysłała mi je Hania Szeląg z domu Ostrowska, córka Ryszarda Ostrowskiego, brata mojego dziadka Stefana.

--------------------------------------------------------------------------
--------------------------------------------------------------------------
Hania ma jeszcze dwie siostry Krystynę i Ewę. Pamiętam je jak przez mgłę kiedy przyjeżdżały na wakacje do dziadka Józefa na Olesin. Obecnie
---------------------------------------------------------------------------
---------------------------------------------------------------------------
 Hanna mieszka w USA. Krystyna
---------------------------------------------------------------------------
 ---------------------------------------------------------------------------
 mieszka w Polsce a Ewa
----------------------------------------------------------------------------
----------------------------------------------------------------------------
mieszka w Niemczech.

Serdecznie pozdrawiam moje Cioteczki i zapraszam
do obejrzenia zdjęć.

Bogdan.




Malesa Piotr cd



Bardzo dziękuję Halusi (księga gości) za próbę tłumaczenia aktu małżeństwa Piotra i Anny.
 -----------------------------------------------------------------------------
 -----------------------------------------------------------------------------
Dzięki niej i pomocy osób z forum genealogicznego, akt ten możemy odczytać a brzmi on tak:
------------------------------------------------------------------------------
Ten sam jak wyżej, poprzedziwszy trzema zapowiedziami w kolejne trzy niedziele zatwierdziłem religijne małżeństwo pomiędzy pracowitym Piotrem Malesą, wdowcem w Wielgolasu, parafii Glinik* i Anną Dembszczonką, panną. Obecni świadkowie: Szczepan Bartnicki z Wielgolasu, Kazimierz Dembski z Żurawki.
--------------------------------------------------------------------------------
Jak widać Piotr był wdowcem, być może uda się odnaleźć jakieś dokumenty i dowiedzieć się jak nazywała się jego pierwsza żona.Z moich ustaleń wynika że Piotr miał trzech braci a jego ojciec nazywał się Marcin. Ale ciężko będzie już dotrzeć do jakichkolwiek dokumentów dotyczących Marcina.


Bogdan.

niedziela, 3 marca 2013

Malesa Piotr



Najstarszy znany mi Malesa z odnalezionych dokumentów to Piotr. Jest to mój prapraprapradziadek, który pochodził z Wielgolasu. Jak widać na jego stronie z naszego drzewka niestety brak jest daty urodzenia, ponieważ nie dotarłem jeszcze do żadnego dokumentu który by o tym mówił.

----------------------------------------------------------------------------------
----------------------------------------------------------------------------------

Dotarłem natomiast do jego aktu małżeństwa. Jest po łacinie niestety ale można odczytać nazwisko Malesza i Dembszczanka, czyli Piotr Malesa i Anna Dębska z Żurawki, którzy to pobrali się w 1786 roku, czyli 227 lat temu ten ślub się odbył.

----------------------------------------------------------------------------------
----------------------------------------------------------------------------------

 Jeżeli ktoś potrafi odczytać treść aktu, proszę o pomoc.

Bogdan.


wtorek, 5 lutego 2013

Marzenia naszych dziadków. Rok 1932

W starym czasopiśmie znalazłam taki oto obrazek zatytułowany " Marzenia ściętej głowy"- w tłumaczeniu dla gimnazjalistów : marzenia, które się nie spełnią.

Czyżby już w 1932 roku, czyli 81 lat temu, wiedzieli, że są to życzenia nierealne dla naszego narodu?







Przeanalizujmy każde życzenie, począwszy od pierwszego z lewej strony:
1- Puste kasy. Nie ma komu dawać społecznych pieniędzy. Nie ma kolejek Ludzie nie potrzebują zasiłków.
2- Ludzie są dla siebie uprzejmi.
3- Dość antysemityzmu w Polsce.
4- Wszyscy komornicy umarli z braku pracy.
5- Wszędzie przyjmują cię do pracy z "otwartymi" ramionami.
6- Brak zawiści między bogatymi i biednymi.
7- Kobiety nie chcą wydawać pieniędzy na bezużyteczną modę.....hahahahaha...to dobre!
8- Szubienica dla darmozjadów i łapówkarzy.
9- Szczęśliwy ojciec to taki, który jest "wypasiony" na golonce, ma gruszki na wierzbie, psa i gromadkę dzieci....no i najważniejsze....swój własny, pełen pieniędzy sejf.


Eh...dziadkowie...żebyście wiedzieli..............


Pozdrawiam
Joanna




"Umarłych wieczność dotąd trwa, dokąd pamięcią im się płaci" Wisława Szymborska